logo
GALATEA
(30.7K)
FREE – on the App Store

Zniszczę Cię, szefie!

Cece Fells należy do grona najbardziej utalentowanych młodych cukierników w Londynie. To znaczy, dopóki właściciel lokalu – miliarder Brenton Maslow, nie postanowi go zburzyć, aby postawić cholerny parking! Teraz przed niezadowoloną mistrzynią babeczek jawi się misja – zniszczyć nieznośnie atrakcyjnego prezesa Maslow Enterprises – zanim się w nim zakocha.

Sugerowany wiek: 18+

Autor oryginału: Kimi L Davis

 

 


 

Aplikacja została doceniona przez BBC, Forbes i The Guardian za bycie najgorętszą aplikacją dla wybuchowych nowych powieści.

Ali Albazaz, Founder and CEO of Inkitt, on BBC The Five-Month-Old Storytelling App Galatea Is Already A Multimillion-Dollar Business Paulo Coelho tells readers: buy my book after you've read it – if you liked it

Czytaj pełne, nieocenzurowane książki w aplikacji Galatea

1

Streszczenie

Cece Fells należy do grona najbardziej utalentowanych młodych cukierników w Londynie. To znaczy, dopóki właściciel lokalu – miliarder Brenton Maslow, nie postanowi go zburzyć, aby postawić cholerny parking! Teraz przed niezadowoloną mistrzynią babeczek jawi się misja – zniszczyć nieznośnie atrakcyjnego prezesa Maslow Enterprises – zanim się w nim zakocha.

Sugerowany wiek: 18+

Autor oryginału: Kimi L Davis

CECELIA

Dźwięk piekarnika wywołał na mojej twarzy uśmiech. W końcu babeczki były gotowe.

Nasunęłam rękawice kuchenne, wyciągnęłam blachę z piekarnika i położyłam ją na blacie.

Zamówienie mojego klienta miało być gotowe za dwie godziny, a ja musiałam zrobić wszystko, aby było jak najbardziej atrakcyjne wizualnie.

Uśmiech na twarzy klienta jest dla mnie jak premia pieniężna. Dowodzi, że moja ciężka praca się opłaciła.

– Cece! – Przewróciłam oczami, gdy usłyszałam głos mojej sąsiadki. Oto pani Druid, która przychodzi codziennie i za każdym razem mnie szokuje jej styl bycia.

Ta kobieta ma czterdzieści lat, a zachowuje się, jakby miała dwadzieścia.

Nie wspominając już o jej stylu ubierania się.

– Tak, pani Druid? Uśmiechnęłam się, gdy lukier zrobił się gotowy do dekoracji. Ledwie się powstrzymałam, żeby nie prychnąć na widok jej szokującego stroju.

Stała tam w neonowo-żółtej sukience, i czerwonych szpilkach, które można było pomylić z bronią – co niewątpliwie było prawdą, bo wyglądały na zabójcze dla jej stóp.

Jej sztywna twarz – dzięki botoksowi – była skrupulatnie umalowana, jakby właśnie szykowała się do wyjścia do pubu.

Nie można też było nie zauważyć misternego upięcia, które nosiła na głowie.

– Cece, moja kochana! Jak się masz? Rany, czy ty w ogóle masz szansę wyjść czasem i cieszyć się życiem? Za każdym razem, gdy przychodzę do twojego sklepu, widzę, że wciąż tylko pracujesz i pracujesz. Dlaczego nie zatrudnisz kogoś do pomocy? Umrzesz z wyczerpania, jeśli nadal będziesz chciała wszystko zrobić sama” – zasugerowała.

Ta kobieta mogła mieć podejrzane wyczucie mody, ale miała też dobre serce.

– Pani Druid, mówiłam pani już wiele razy, że lubię pracować sama. I nie łatwo mi komuś zaufać. przywykłam do pracy i bardzo mi się to podoba,” odpowiedziałam, tworząc na babeczce doskonałego, błękitnego zawijasa.

– Wiem kochanie, po prostu martwię się o ciebie. Jesteś taka młoda, musisz wychodzić i cieszyć się życiem, jak ja – powiedziała, a w jej jasnoszarych oczach zabłysnęła troska.

– Lubię pracować i to jest to, co chcę robić do końca życia – kontynuowałam robiąc kolejne zawijasy i wir i patrząc, jak kremowe wiry układają się na szczycie babeczek jak korony.

– Dziwna jesteś – Zrobiła pauzę. – Mam nadzieję, że twój sklep nie zostanie zburzony. Jej słowa sprawiły, że mój kremowy zawijas zatrzymał się w połowie.

– Co masz na myśli?

– Och, nic. Słyszałam od jednego z moich przyjaciół, że ten potentat biznesowy chce kupić jakiś duży obszar. Jeśli zdecyduje się kupić tutaj, wtedy twoja mała piekarnia zostanie zburzona i nici z twojego biznesu – poinformowała.

Nie! To niemożliwe. Nie może przyjść tu ot tak i zburzyć mojego sklepu. Zapłaciłam za niego i nikt nie tknie nawet jednej cegły bez mojej pisemnej i ustnej zgody. Kim w ogóle jest ten potentat?

Nie ma mowy, żeby ten człowiek zniszczył mój biznes.

Ciężko na to pracowałam i nie pozwolę, żeby jakiś koleś tak po prostu przyszedł i to zniszczył.

„Brenton Maslow.” To było wszystko, co miała do powiedzenia. Te dwa słowa wystarczyły, by krew zagotowała mi się w żyłach.

Brenton Maslow, najmłodszy syn najpotężniejszej rodziny w całym kraju. Nigdy nie widziałam jego twarzy, ale wiedziałam, że jest arogancki i potężny.

Ale bez obaw; jeśli ośmieliłby się zrujnować mi interes, ja w zamian zrujnowałabym mu życie.

Skończyłam słodkie zawijasy na moich babeczkach i szybko posypałam ich wierzch jadalnymi perełkami, zanim umieściłam każdą ostrożnie w pudełku.

– To nie ma znaczenia. Nie dotknie mojego sklepu. Dopadnę go, jeśli będzie trzeba, – stwierdziłam zdejmując mój fartuch i przygotowując się do dostarczenia babeczek.

– Teraz, jeśli nie masz nic przeciwko, muszę dostarczyć babeczki, a na ciebie czeka chyba jakaś impreza.

– W porządku, rozumiem aluzję – zaczęła wycofywać się ze sklepu. – Bądź ostrożna, Cece. Nie pozwól, aby ten człowiek wplątał cię w kłopoty.

Przewróciłam oczami, wychodząc ze sklepu, upewniając się, że go zamknęłam. Jakby jakikolwiek mężczyzna śmiał mnie w cokolwiek wplątywać.

Umieściłam pudełko z babeczkami w pojemniku, przymocowanym do tyłu mojego skutera, aby pozostał bezpieczny, usiadłam i uruchomiłam skuter.

Kiedy już przestał rzęzić i charczeć, założyłam kask i ruszyłam na ostre zimowe powietrze, które w tym mieście stanowiło normę.

Brenton Maslow może przecież kupić dowolny kawałek ziemi, nie musi kupować tego, który należy do mnie.

Jeśli zdecydowałby się na zakup akurat tutaj, to oznaczałoby, że y nie dba też o życie ludzi, którzy posiadają sklepy wokół mnie.

Nie dbałby o ich byt, ani o to, jak przetrwają.

Co by się jednak nie stało, nie pozwolę mu zabrać mojej cukierni.

Nigdy nie dowie się, jak ciężko na nią pracowałam. Nikt nie wie, jak oszczędzałam pieniądze, podejmując się wielu prac na raz.

Musiałam uważać na co wydaję pieniądze, bo liczył się każdy grosz. I nawet gdy już, miałam swoją cukiernię, nadal musiałam być czujna.

Nie mogłam kupować rzeczy, które nie były mi niezbędne. Większość tego, co zarobiłam, wydawałam na moją cukiernię.

Kiedy w końcu dotarłam na miejsce, zaparkowałam skuter na poboczu, zdjęłam kask i podeszłam do pojemnika, w którym trzymałam swoje babeczki.

Gdy pudełko znalazło się w moich rękach, podeszłam do drzwi i zadzwoniłam do domofonu.

Szybko przeczesałam ręką moje blond włosy, żeby wyglądać jak najlepiej i czekałam na klienta.

Po kilku sekundach drzwi otworzyły się i ukazała się w nich kobieta, która wyglądała na około osiemnaście lat, z uśmiechniętymi niebieskimi oczami i czarnymi włosami, w których przebłyskiwały fioletowe pasemka.

– Dzień dobry, oto pani babeczki – powiedziałam, podając jej pudełko z uśmiechem na twarzy.

Kobieta uśmiechnęła się. – Dziękuję bardzo. Jeśli mogłaby pani poczekać kilka sekund, pójdę po pieniądze.

– Jasne, nie ma problemu – odpowiedziałam. Rozejrzałam się po ulicy, obserwując jak para rowerzystów omija pieszych, jakby byli przyklejeni do swoich rowerów.

Dzieci przechodziły obok liżąc lody, drugą ręką mocno ściskając dłoń rodzica. Chmury formujące się nade mną oznaczały jedno, czas przygotować się na śnieg.

Zimą życie stawało się trudne, ale udawało mi się wytrwać i kontynuować pracę w cukierni. Nikt nie zaakceptowałby zresztą sezonowych zmian, jako wymówki, by nie pracować.

– Proszę bardzo – spojrzałam na drzwi, widząc stojącą kobietę, trzymającą w ręku dwudziestofuntowy banknot.

– Dziękuję bardzo. Miłego wieczoru – powiedziałam, po czym wróciłam do skutera. Nie usłyszałam odpowiedzi kobiety; po prostu założyłam kask i ruszyłam w drogę.

Gdy tylko wrócę, muszę zabrać się za przygotowania na następne zamówienie, które miało być gotowe za cztery godziny.

Droga powrotna powinna być relaksująca, ale nie mogłam się powstrzymać od myślenia o pani Druid i o tym, co powiedziała mi o Brentonie Maslow.

Nie miał powodu, by kupować ziemię; jego rodzina posiadała jej już wystarczająco dużo. A moja okolica nie była niczym wyszukanym, taki miliarder jak on nie powinien więc chcieć tu w ogóle zaglądać.

Ale bez względu na to, jak bardzo starałam się przekonać samą siebie, że Brenton nie stanie się moim największym koszmarem, tym większy ogarniał mnie niepokój.

Zmusiło mnie to do przyspieszenia, choć nadal starałam się pamiętać o przepisach ruchu drogowego.

Jechałam z powrotem tak szybko, jak tylko się dało, serce ponaglało mnie do szybszej jazdy. Nie wiedziałam dlaczego, ale czułam, że nie spodoba mi się to, co za chwilę nastąpi.

Nie chciałam jednak się bać, bo wiedziałam, że cokolwiek się stanie, poradzę sobie.

Myliłam się.

Nie byłam pewna, co zobaczyłam jako pierwsze.

Czy to dym, który unosił się niczym złowrogie chmury, czy gruzy, które, spiętrzone, przypominały górę?

A może to nieobecność mojej piekarni, która pojawiła się w zasięgu wzroku, gdy tylko skręciłam w moją ulicę.

– N-Niee – powiedziałam, gdy zobaczyłam gigantycznego buldożera i spacerujących mężczyzn w żółtych czapkach, którzy mówili ludziom, żeby się wycofali.

Próbowałam poszukać mojej cukierni, ale nie mogłam jej odnaleźć.

I wtedy już wiedziałam, że spełnił się mój najgorszy koszmar.

Zaparkowałam skuter i podbiegłam do miejsca, gdzie powinna znajdować się moja piekarnia. – – – Proszę pani, nie może pani tu być- usłyszałam oddalony głos mężczyzny, ale nie zamierzałam go nawet słuchać.

Moja cukiernia zniknęła.

Wszystkie pieniądze, które zarobiłam, moja krew i pot zostały zamienione w gruz i pył. Cały mój czas, który zainwestowałam, patrzył na mnie teraz z wielkiej kupy cegieł i betonu.

Wszystko przepadło. Wszystko przepadło.

Panienko, mówiłem ci, że nie możesz tu być. Musi pani odejść. Tym razem wyraźnie usłyszałam mężczyznę i odwróciłam się, by stanąć z nim twarzą w twarz.

– Jak śmiesz? – wysyczałam.

Jego paciorkowate oczy rozszerzyły się. – Słucham?

– Jak śmiesz?! Jak śmiesz?! – krzyknęłam z całych sił, nie dbając o to, kto mnie usłyszy lub co pomyśli o kobiecie wydzierającej się na środku ulicy.

– Proszę pani, proszę się uspokoić – powiedział mężczyzna.

– Jak śmialiście zdemolować tak moją piekarnię?! Kto dał wam prawo tak po prostu przyjść tutaj i to zrobić?! Proszę mi odpowiedzieć! – kontynuowałam, krzycząc.

Lepiej, żebyś miał cholernie dobry pretekst, żeby to zrobić, albo przysięgam, że nie zawaham się cię zadźgać.

– Jeśli się uspokoisz, wszystko ci wyjaśnię – powiedział mężczyzna, a jego oczy błagały mnie o współpracę, ale on nie wiedział, kim jestem. Nigdy nie będę współpracować.

Powiedz mi natychmiast, albo cię podpalę, a przysięgam na Boga, że nie rzucam słów na wiatr – warknęłam, starając się owinąć ręce wokół jego tłustawej szyi.

– Hej, hej! Co tu się dzieje? – Ostry głos przeciął mgiełkę ognia, która zapłonęła w moim umyśle.

Człowiek, który wyglądał na trzydzieści kilka lat, podszedł do nas i stanął przede mną.

– Dlaczego drzesz się jak wariatka?

– Zniszczyłeś moją cukiernię i oczekujesz, że będę spokojna?! – Chciałam dać temu człowiekowi w twarz, a jeśli nie rozumiał, dlaczego byłam zła, to spoliczkowałabym go na serio.

– Robimy tylko to, co nam kazano. Jeśli masz jakiś problem, to załatw to z naszym szefem, – odpowiedział mężczyzna.

– Kto wam kazał tu przyjść i zburzyć moją cukiernię? Byłam jej właścicielką. Mam wszystkie wymagane dokumenty, wszystko zgodnie z prawem! Ani ty, ani twój szef nie mieliście prawa niszczyć mojej własności – powiedziałam.

Widziałam, że wokół zbierają się ludzie, ale nie obchodziło mnie to. W tej chwili zależało mi tylko na mojej ciężkiej pracy i tym, że nie ma ona już żadnej wartości, ani istnienia.

– Słuchaj, dziewczyno…- Mężczyzna wcisnął mi w rękę jakąś kartkę.

– Tak możesz skontaktować się z moim szefem. Przestań krzyczeć, bo tylko robisz scenę. Dostaliśmy tylko rozkaz, żeby przyjść i zburzyć tutejsze sklepy; to wszystko, i zrobiliśmy to. Jeśli masz jakiś problem, możesz rozwiązać go z człowiekiem, który to wszystko zorganizował.

Zgniotłam kartkę w dłoni, patrząc, jak mężczyzna odchodzi. Kazał swoim ludziom się rozejść, bo mają jeszcze inne miejsca do pracy.

Patrzyłam na ludzi, którzy zniszczyli wszystko, wiedząc, że nie spocznę, dopóki nie odzyskam mojej cukierni.

– Cece? Cece?! – usłyszałam Panią Druid biegnącą do mnie w tych swoich śmiesznych wysokich obcasach. – Co się stało? I co się stało z twoją cukiernią?

– Nie ma jej, Pani Druid. Wszystko przepadło – mruknęłam, patrząc, jak mężczyźni odchodzą.

Jak mogli odejść tak, jakby nic się nie stało? Czy nie obchodziło ich, że skutecznie okradli kobietę z jej życia? Jak miałam teraz zarabiać?

Nienawidziłam pracować dla innych; wolałam mieć własny biznes, choćby i był najmniejszy.

– Och, kochanie – zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, przyciągnęła mnie w swoje ramiona, zapewniając mi komfort, którego nie zdawałam sobie nawet sprawy, że potrzebuję.

– Tak mi przykro, Cece. Wiesz kto to zrobił?

Odciągnęłam ją od siebie, jednocześnie potrząsając głową.

– Nie. Nie wiem, kto jest za to odpowiedzialny, i tego kogoś tu nie ma. Ci ludzie otrzymali rozkaz przyjścia i zniszczenia wszystkich sklepów tutaj, i tylko jeden człowiek jest za to odpowiedzialny, ale nie wiem kim on jest.

– To Brenton Maslow. To musi być on. Nikt inny – odpowiedziała, wyjmując paczkę chusteczek z wnętrza torebki i podając mi ją.

– Masz. Wytrzyj łzy, Cece.

– Ale ja nie płaczę, pani Druid – powiedziałam, zastanawiając się, co teraz zrobić. – Po prostu nie wiem, co mam teraz zrobić.

– Chodźmy do domu i porozmawiajmy o tym – zasugerowała. – Zrobię ci herbatę, która pomoże ci się zrelaksować, a potem będziemy mogły zdecydować, co zrobić.

Potrząsnęłam głową. – Nie. Nie ruszę się ani o cal z tego miejsca, dopóki i o ile nie będę miała planu. Dowiem się, kim jest ten człowiek i pójdę się z nim zobaczyć już teraz.

– Jedyny problem to to, że nie miałam jak dowiedzieć się, kto jest za to wszystko odpowiedzialny.

– Nie zapytałaś tych ludzi? – zapytała.

– Mimo to, nie możesz tu zostać. W telewizji zapowiadali śnieg, a ja nie chcę, żebyś tu zamarzła, bo jesteś zbyt uparta, żeby mnie posłuchać.

W czasie, gdy mamrotała, zdałam sobie sprawę, że moja ręka jest zaciśnięta w pięść. Kiedy rozprostowałam palce, zobaczyłem kartkę, którą dał mi mężczyzna, teraz całkiem zmiętą.

To było to. Mężczyzna powiedział mi, żebym tam skontaktowała się z jego szefem.

Jednak kiedy zobaczyłam nazwisko wypisane na kartce wymyślną kaligrafią, poczułam się, jakby wybuchł we mnie wulkan.

Brenton Maslow.

To był Brenton Maslow. Ten, który obrócił moje marzenia w nicość.

A teraz ja go zniszczę.

 

Czytaj pełne, nieocenzurowane książki w aplikacji Galatea

2

CECE

Maslow Enterprises było z całą pewnością onieśmielającym budynkiem, ale to nie znaczyło, że odwrócę się na pięcie i ucieknę.

Nie, człowiek, który zniszczył moje życie był tam, więc nie wyjdę dopóki nie zwróci mi mojego sklepu.

Zbyt ciężko na niego pracowałam i gdybym miała walczyć z każdym ochroniarzem w budynku, zrobiłabym to.

Z tym jasnym celem w głowie, wzruszyłam ramionami weszłam, wiedząc, że zmierzam do jaskini lwa. Większość ludzi mogłaby się bać wejść do tego budynku, ale nie ja.

Byłam silna i zadziorna i żaden lew nie był w stanie mnie wystraszyć.

Polerowane, marmurowe podłogi i nieskazitelnie czyste ściany były tym, co przykuło moją uwagę jako pierwsze. To miejsce było przeznaczone dla bogatych, nie było tu miejsca dla biednych.

Jednak nikt nie będzie wzbogacać się, wyrywając rzeczy tym, którzy są i bezsilni. To nie było sprawiedliwe, a ja zamierzałam upewnić się, że Brenton Maslow właściwie to zrozumiał.

– Przepraszam, panienko? Dokąd pani idzie? – zapytała recepcjonistka, marszcząc nos, gdy przejechała wzrokiem po moim prochowcu, który kupiłam w sklepie z odzieżą używaną.

Wiedziałam dokładnie, jaką jest osobą, co dało mi też wskazówkę, kim musi być mój wróg.

Ludzie tacy jak ta arogancka recepcjonistka, z włosami ułożonymi setką różnych produktów, dobrze czują się tylko z tymi, którzy są podobni do nich pod względem statusu i pozycji; wszystkich, którzy są niżej, traktują jak insekta, którego trzeba natychmiast zgnieść.

– Muszę się spotkać z panem Maslowem – powiedziałam jej, nienawidząc tego, że marnuje mój czas.

Biuro Brentona znajdowało się na trzecim piętrze, co oznaczało, że jego pozostali bracia mieli biura na pozostałych piętrach.

– Którym? – zapytała w tym swoim zgrabnym, niebieskim garniturze, który miał pokazywać jej władzę.

– Brentonem – odpowiedziałam, powstrzymując się od przewrócenia oczami. Dlaczego w ogóle marnuję swój czas na rozmowę z nią?

– Obawiam się, że będzie pani musiała poczekać. Pan Brenton Maslow jest w tej chwili na spotkaniu. Poza tym, nie widuje się z nikim bez umówionej wizyty. Proponuję więc, żeby pani wyszła i wróciła, gdy umówi się pani na spotkanie – powiedziała z uśmiechem.

Za kogo ona mnie ma? Tylko dlatego, że jest trochę bogatsza, to myśli, że może mi mówić, co mam robić. Bardzo się pomyliła.

Przyszłam tu w określonym celu i nie zamierzałam wychodzić, dopóki ten cel nie zostanie osiągnięty.

A co do Brentona będącego i jego spotkania, to nie było drugiej takiej rzeczy, która mogłaby mnie obchodzić mniej. Musi ze mną porozmawiać i nie obchodzi mnie, kto będzie przy tym obecny. Porozmawia ze mną i to teraz.

– A może umówisz się na wizytę do dermatologa? Twoja twarz wygląda, jakby ktoś na nią nagle skoczył. Nawet księżyc ma mniej kraterów, dlatego zresztą nie jest pokryty tyloma warstwami makijażu.

Uśmiechnęłam się szeroko, gdy opadała jej szczęka, i poszłam w stronę wind, zostawiając snobistyczną recepcjonistkę zastygłą w szoku.

Wciskałam przycisk, aż drzwi windy się otworzyły.

Jeśli recepcjonistka otrząsnęłaby się z szoku, na pewno wysłałaby za mną ochroniarzy, a ja nie zamierzałam pozwolić, by cokolwiek lub ktokolwiek powstrzymał mnie przed spotkaniem z Brentonem.

Musi oddać mi mój biznes; nie pozwolę mu sobie ze mną tak pogrywać.

Gdy tylko drzwi się otworzyły, weszłam do środka i wcisnęłam przycisk, wskazujący interesujące mnie piętro.

Czerwony dywan tłumił odgłos moich butów, gdy jechałam windą w nadziei, że snobistyczna recepcjonistka nie zaalarmowała ludzi na piętrze o mojej obecności.

Jeśli musiałabym kogoś pobić, żeby się z nim spotkać, zrobiłabym to.

Gdy tylko drzwi windy się otworzyły, wyszłam w kierunku jedynego pokoju, który znajdował się na tym piętrze. Zatrzymała mnie jednak siedząca przy biurku recepcjonistka.

Naprawdę, tylko odrobiny brakowało, żebym znokautowała ją pięścią. Dlaczego ci ludzie cały czas przeszkadzali mi w osiągnięciu mojego celu?

– Przepraszam, proszę pani, ale nie może pani tam wejść. Pan Maslow jest na spotkaniu i nikt nie może mu przeszkadzać pod żadnym pozorem – powiedziała kobieta, której jasnobrązowe włosy były związane w schludny kucyk.

– Posłuchaj. Brenton Maslow zrujnował mi życie. Zniszczył mi mój biznes, przejmując ziemię. Nie mogę więc po prostu siedzieć z boku i pozwolić mu myśleć, że nie będzie żadnych konsekwencji. Muszę z nim porozmawiać w tej chwili, bo ma mi oddać mój cholerny sklep – powiedziałam, mając nadzieję, że recepcjonistka zrozumie i pozwoli mi odejść.

Jej usta się zacisnęły. – Naprawdę przykro mi z powodu pani firmy, ale pan Maslow dał mi ścisłe rozkazy, aby nie przeszkadzać mu w trakcie spotkania. Proszę usiąść i poczekać, aż się skończy, a potem będzie z nim pani mogła porozmawiać.

– Wiesz co, to, że on jest bogaty i potężny, nie oznacza, że jego czas jest cenniejszy od mojego. Przyszłam tu teraz, bo potem mam inne rzeczy do zrobienia. Więc powiedz mu, proszę, że muszę z nim porozmawiać właśnie teraz – odpowiedziałam, coraz bardziej poirytowana.

Ta kobieta dosłownie marnowała mój czas; bałam się, że zaraz zrobię coś, czego będę potem żałować.

Potrząsnęła głową, a ja wiedziałam, że nie mam wyboru. – Przepraszam, ale nie mogę pani wpuścić. Może pani iść zrobić inne rzeczy i wrócić później.

– Ja też przepraszam. – Uderzyłam ją bez zastanowienia dwa razy. Moje knykcie zderzyły się z jej nosem. Recepcjonistka chrząknęła zanim osunęła się na ziemię, nieprzytomna.

Kiedy nie stała mi już na drodze, spojrzałam na podwójne drzwi i pomaszerowałam w ich kierunku.

Pchnęłam szklane drzwi i weszłam, zatrzymawszy się na chwilę, gdy zobaczyłam grupę mężczyzn, siedzących wokół stołu zawalonego papierami i różnymi dokumentami rozrzuconymi wokół nich.

Jednak to mężczyzna siedzący u szczytu stołu był moim głównym zmartwieniem.

Brenton Maslow.

Do dzisiaj wprawdzie nie miałam okazji, by go spotkać , jednak kiedyś go wygooglowałam, więc wiedziałam, jak wygląda.

Kręcone blond włosy i zielone oczy, sprawiały, że Brenton Maslow był jednym z tych, którzy sprawiali, że kobiety padają na kolana, żeby tylko na niego spojrzeć.

Jednak gdy tak stałam i patrzyłam na niego, zdałam sobie sprawę, że jego zdjęcia nie mają się nijak do rzeczywistości. Był o wiele przystojniejszy niż na zdjęciach.

– Co to ma znaczyć?! – Brenton zerwał się, gdy mnie zobaczył, a jego zielone oczy zapłonęły ze wściekłości. – Kto cię wpuścił? Gdzie jest Mariam?

– Witaj – udawałam radosny uśmiech, żeby jeszcze bardziej go wkurzyć. – Nazywam się Cecelia.

– Nie obchodzi mnie twoje cholerne imię. Wynoś się z mojego biura! Mariam! Mariam! – Krzyknął w stronę recepcjonistki.

Reszta mężczyzn siedzących w pokoju milczała, ich oczy były spuszczone, jakby byli przyzwyczajeni do tego, że ich szef potrafi stracić panowanie nad sobą.

– Nie ma potrzeby, aby zawracać głowę innym, panie Maslow. Mimo to, obawiam się, że twoja recepcjonistka jest zbyt zajęta, by móc się teraz słuchać – stwierdziłam.

– Wypierdalaj z mojego biura, albo wezwę ochronę – zagroził z rękami spoczywającymi na szklanym blacie.

– Możesz zadzwonić po ochronę, jak powiem ci to, co mam do powiedzenia. Zadzwoń do nich wcześniej, a przysięgam na Boga, że nie zawaham się zrujnować twojej reputacji na oczach twoich pracowników, – wypaliłam, utrzymując stanowczy ton głosu.

Oczy Brentona rozszerzyły się, jakbym uderzyła go w twarz, zanim zwęziły się w maleńkie szczeliny. – Za kogo ty się kurwa uważasz? Myślisz, że możesz mi grozić?

– Jak już mówiłam, mam na imię Cecelia. Jestem tu dlatego, bo zniszczyłeś mój biznes, kiedy wczoraj przejmowałeś teren. Twoi ludzie przyszli i zrujnowali mój sklep. Nie miał pan prawa tego zrobić, panie Maslow, zwłaszcza, że jestem prawną właścicielką tej nieruchomości. Nie miał pan prawa burzyć mojej cukierni bez mojej zgody. To, co pan zrobił, jest nielegalne i chcę, żeby mi pan za to zapłacił – powiedziałam.

Wyglądał tak, jakby chciał dać mi w twarz. – Najwyraźniej nie wiesz, z kim masz do czynienia.

– Nie obchodzi mnie, jak potężny pan jest. Jest pan tylko człowiekiem, tak jak ja. A pańskie czyny będą miały konsekwencje, panie Maslow. Jest mi pan winien cukiernię, a ja nigdzie się nie wybieram, dopóki nie odda mi pan tego, co ukradł – powiedziałam.

– Liczę do pięciu. Jeśli do tego czasu nie wyjdziesz, dzwonię po ochronę i każę cię wyrzucić. Ludzie tacy jak ty nie mają pieniędzy, ani prestiżu. Jedyną rzeczą, jaką macie, jest wasza godność, mam rację? Daję ci więc szansę na uratowanie tej godności, bo po odliczeniu do pięciu, nie tylko ukradnę ci twój biznes, ale też i godność – ostrzegł.

Uśmiechnęłam się. – Wyobrażam sobie, że taki złodziej jak ty nie zna niczego innego niż tylko kradzież. Jestem jednak skłonna dać ci kredyt zaufania. Nie mam problemu, żeby porozmawiać o tym z tobą w cywilizowany sposób.

– Nie, nie rozumiesz. – Patrzyłam jak podchodzi do mnie, jego chód był drapieżny, jakbym miała być jego następnym posiłkiem.

Zatrzymał się kilka centymetrów ode mnie, tak blisko, że czułam zapach jego wody kolońskiej.

– Nie tracę czasu na rozmowy z ludźmi takimi jak ty. A fakt, że zmuszasz mnie do rozmowy , jest dla mnie niczym innym jak zbrodnią. Powinienem cię za to zamknąć.

Uśmiechnęłam się. – Teraz chcesz swoimi zbrodniami obarczyć mnie?! W porządku; myślisz, że ujdzie ci to na sucho,, ale nie będzie tak łatwo, Brentonie…

– Dla ciebie pan Maslow – warknął.

– Na szacunek trzeba sobie zasłużyć, Brenton. Możesz wykorzystać strach, aby uzyskać go od ludzi, ale to nie działa ze mną. Popełniłeś przestępstwo i jeśli nie zgodzisz się oddać mi mojej cukierni, pójdę na policję i powiem im wszystko, co zrobiłeś – powiedziałam.

Ci potężni ludzie myślą, że są właścicielami całego świata, ale ja nie pozwolę im mnie zdeptać.

– Naprawdę? – zrobił kolejny krok do przodu, a nasze nosy prawie się zetknęły. – Śmiało, petardo, idź do kogokolwiek, kto ci może pomóc. Ale jeśli myślisz, że możesz wygrać ze mną, to jesteś w błędzie.

– Nigdzie się nie wybieram, dopóki nie dasz mi tego, czego chcę. Nie obchodzi mnie, czy będziesz musiał skrócić swoje spotkanie, żeby spełnić moje żądania. Zrobisz, co mówię, inaczej zniszczę twoją reputację w dwie sekundy.

To była przesada, ale miałam nadzieję, że był płytkim snobem, który dba tylko o swój wizerunek przed światem.

Sapnęłam, gdy złapał mnie za szyję i popchnął na ścianę.

– Jak już mówiłem, nie marnuję czasu na rozmowy z ludźmi, którzy są poniżej mnie. Więc wypierdalaj z mojego biura. Zachowaj odrobinę szacunku, który masz i znajdź sobie pracę. Ludzie tacy jak ty nie nadają się do niczego poza służeniem innym. Powinnaś być wdzięczna, że oszczędziłem ci kłopotów związanych z prowadzeniem firmy.

Puścił mnie i wytarł rękę chusteczką, jakby dotknął czegoś brudnego.

– Ciężko pracowałam na tę cukiernię. Podejmowałam się wielu prac, aby rozkręcić interes. Nie odbierzesz mi tego, Brenton – warknęłam.

W odpowiedzi chwycił mnie mocno za nadgarstek i wyciągnął z biura. Był zaskakująco silny, bo choć próbowałam się opierać, zapierając się piętami,na nic się to zdało.

Gdy tylko znaleźliśmy się poza jego biurem, potrząsnął mną mocno, powodując, że upadłam na podłogę.

– Mówiłem ci, że nadajesz się tylko do służenia innym. To jest twoje miejsce na tym świecie – na podłodze. A ja chciałem tej ziemi, więc ją sobie wziąłem. Nie obchodzi mnie ani trochę, kto stał się ofiarą. Jestem właścicielem tego świata, więc wszystko, co robię jest legalne i każdy kawałek ziemi, który kupuję też. Ostatecznie, to ja wygram i wszystko będzie moje. A teraz wypierdalaj stąd i nie waż się więcej pokazywać mi swojej twarzy – powiedział, po czym wszedł z powrotem do środka i tym razem upewnił się, że zamknął drzwi do swojego biura.

Słowa Brentona były ostre i sprawiłyby, że normalna osoba by się rozpłakała. Ale ja nie byłam normalną osobą.

Wiedziałam, że tacy ludzie istnieją; pracowałam z kilkoma z nich, kiedy wykonywałam zlecenia w mojej cukierni, więc jego słowa nie były niczym, czego bym wcześniej nie słyszała.

Wiedziałam też, że to, co mówił, było zwykłą nieprawdą. Nie zostałam stworzona do służenia innym. Każdy ma swój cel na tym świecie, a ja wiedziałam, że moim nie jest wcale służenie.

Powodem, dla którego założyłam firmę, było to, że mogłam stać się miłą i sprawiedliwą szefową, i to było dokładnie to, co chciałam robić.

Nie obchodziło mnie, co on o mnie mówił; musi oddać mi moją cukiernię, choćbym miała zniszczyć jego rodzinę.

Biorąc głęboki oddech, wstałam i rzuciłam ostatnie spojrzenie na podwójne drzwi.

Jeszcze tu wrócę, Brentonie. Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo, pomyślałam zanim zjechałam windą w dół.

Pójdę załatwić swoje sprawy, a potem znów tu przyjdę. Nie odpuszczę mu, dopóki nie da mi tego, czego chcę, nawet jeśli będzie chciał mnie obrażać w najgorszy możliwy sposób.

Gdy tylko drzwi windy się otworzyły, przywitało mnie dwóch barczystych policjantów. Co to za firma, skoro jego ochroniarze byli tak powolni?

I powiedział, że nie nadaję się na właścicielkę firmy? Brenton naprawdę przenosił na mnie swoje własne wątpliwości.

Ale to było w porządku; przynajmniej wiedziałam, jakie są jego mechanizmy obronne; może będę to mogła wykorzystać na swoją korzyść w przyszłości.

– Nie kłopoczcie się aresztowaniem mnie, już wychodzę – powiedziałam do strażników, wychodząc z budynku.

Ale w ostatniej chwili zrobiło mi się żal, że pracują dla tak marnego człowieka, więc postanowiłam dać im kilka rad.

A tak przy okazji, są lepsze firmy, dla których możecie pracować. Firmy, które dobrze płacą i dobrze traktują ludzi. Do widzenia – powiedziałam, zanim w końcu wyszłam.

Dla niektórych ludzi taka odpowiedź byłaby końcem. Ale nie dla mnie.

Dla mnie, to był dopiero początek.

 

Czytaj pełne, nieocenzurowane książki w aplikacji Galatea

Share on facebook
Share on twitter
Share on whatsapp
Share on email

Nieskończoność

Od dnia, kiedy po raz pierwszy złapała jego zapach, partner Lux jest wszystkim, co zaprząta jej myśli. Stara się sobie wyobrazić, jak wygląda, jak smakuje… ale wie, że nawet jej najśmielsze wyobrażenia nie oddają jego istoty . Od wschodu do zachodu słońca, partner Lux jest wciąż blisko niej, ukrywa się, w cieniu, poza jej zasięgiem. Nie wie o nim nic, nawet tego, do jakiego należy gatunku.. Zna tylko jego imię: Soren.

Rating wiekowy: 18+

Autor oryginału: Mikayla S

Nadzieja umiera ostatnia

Lake miała doskonały plan: znaleźć partnera, ustatkować się, założyć rodzinę. Ale gdy ukochany zostawia ją dla kogoś innego, cały plan się sypie… wraz ze złamanym na dwoje sercem. Czy zdoła zachować wiarę w to, że Bogini ma dla niej coś jeszcze w zanadrzu? Coś może nawet lepszego od tego, o czym dotąd śniła.

Rating wiekowy: 16+

Autor oryginału: Karrie

Ugryzienie Alfy

Kiedy młoda uciekinierka, Quinn, zostaje ugryziona przez wilka w lesie, odkrywa świat, o którego istnieniu nie miała pojęcia – świat wilkołaków. Teraz Quinn musi przystosować się do nowego życia w stadzie Shadow Moon, pod przewodnictwem uwodzicielskiego alfy.

Rating wiekowy: 18+

Autor oryginału: Chloe Taylor

Królowa Lykanów

Dziewiętnastoletnia wilkołaczka, Aarya, nigdy nie uważała się za beznadziejną romantyczkę, dopóki chłopak, którego kochała, nie zostawił jej dla swojej towarzyszki. Ze złamanym sercem, niechętnie uczestniczy w Balu Lykanów, gdzie spotyka Króla Lykanów Dimitri Adonisa – ich związek jest natychmiastowy. Teraz ognista para musi poruszać się w niebezpiecznym świecie imperialnej intrygi, stawiając czoła odrzuconym byłym kochankom, zazdrosnym podwładnym i nie tylko.

Rating wiekowy: 18+

Autor oryginału: Laila

Gideon

200-letni Gideon, doradca lykanskiej rodziny królewskiej, szukał swojej erasthai dłużej niż żyje większość ludzi. Chociaż już dawno się poddał, to jednak dziś w nocy poczuł zapach czegoś niebiańskiego… Podąża za nim do swojego łóżka i odkrywa, że ktoś już tam jest…

22-letnia Layla, człowiek w rodzinie wilkołaków, przez całe życie starała się być niezależna. Ale po zastąpieniu w pracy chorego współpracownika, trafia do domu, który pachnie na tyle ładnie, że zachęca ją do tego, by wkraść się do łóżka właściciela… nago…

Rating wiekowy: 18+

Autor: Nicole Riddley

Milenijne Wilki

Sienna jest dziewiętnastoletnim wilkołakiem z sekretem: jest dziewicą. Jedyną dziewicą w stadzie. Jest zdeterminowana, by przetrwać tegoroczne Zamglenie bez ulegania pierwotnym żądzom, ale kiedy spotyka Aidena, alfę, zapomina o samokontroli.

Odrzucona przez partnera

Kilka dni po jej osiemnastych urodzinach, Aurora Craton odczuwa pociąg do partnera podczas pracy jako pokojówka na imprezie przywódców stada. Jej partnerem okazuje się być Alpha Wolfgang z Blood Moon Pack. Kiedy ten dowiaduje się, że jego towarzyszka jest tylko pokojówką, nie tylko nie zgadza się jej przyjąć, ale grozi, że jeśli odważy się komukolwiek powiedzieć, że jest jego partnerką, naznaczy ją jako łotrzycę. Aurora nie ma wyboru i musi pozostać w stadzie, skazana na samotność. Jednak musi być jakiś powód, dla którego Księżycowa Bogini połączyła ich razem…

Rating wiekowy: 16+

Autor oryginału: Natchan93

Skradziona przez Alfę

Kiedy Mara zostaje porwana z chronionego stada Purity przez tajemniczego wilkołaka, Alfę Kadena, zostaje wciągnięta w niebezpieczny konflikt między zaciekłymi rywalami.

Ale kiedy Mara odkrywa złowieszcze tajemnice o rodzinie Kadena, może być jedyną osobą, która będzie w stanie złamać złą klątwę… Znajduje sojuszników i romans – tam, gdzie najmniej się tego spodziewa.

Rating wiekowy: 18+

Autor oryginału: Midika Crane

Naznaczona

Od dnia narodzin, Rieka była zamykana na noc przez rodzinę, nie mogąc spełnić swojego jedynego życzenia: patrzeć na gwiazdy w nocy.

Teraz, dwadzieścia lat później, wymyśliła plan wymknięcia się z przyjaciółmi, ale nie wie, że ten prosty akt buntu zmieni jej życie na zawsze i umieścić ją w zasięgu wzroku Alfa, który nie pozwoli jej odejść.

Rating wiekowy: 18+ (Przemoc, gwałt)

Autor oryginału: Tori R. Hayes

Zaginiona księżniczka

Everly żyła w strachu przez całe życie, ale sprawy mają się jeszcze gorzej, gdy jej znęcająca się nad nią macocha sprzedaje ją w niewolę. Zmuszona do życia w brudnym, podziemnym świecie potworów spragnionych jej dziewiczej krwi, Everly czuje się beznadziejnie – to jest, dopóki nie udaje jej się uciec do Watahy Red Moon. Tam spotyka się twarzą w twarz z przystojnym Alfą Loganem, jej przeznaczonym partnerem. Ale jej starzy mistrzowie wpadają na jej trop. Czy jej nowa wataha będzie w stanie ich pokonać?

Rating wiekowy: 18+

Autor oryginału: Holly Prange