logo
GALATEA
(30.7K)
FREE – on the App Store

Po Wojnach Wilków, wilkołaki i ludzie zgodzili się na niełatwy rozejm i podzielili świat między siebie. Wilkołaki zajęły lasy i równiny, a ludzie miasta i miasteczka. Ludzkość została podzielona na Robotników i Elity. Teraz brakuje żywności, a Robotnicy głodują. W ten sposób dwunastoletnia Ellie trafia głodna na terytorium wilkołaków. Czy wilkołaki są naprawdę przerażającymi bestiami, przed którymi ją ostrzegano, czy też Elity ukrywają prawdę?

Rating wiekowy: 18+ (Tekst może zawierać: Gwałt i przemoc)

Autor oryginału: Michelle Torlot

 

 


 

Aplikacja została doceniona przez BBC, Forbes i The Guardian za bycie najgorętszą aplikacją dla wybuchowych nowych powieści.

Ali Albazaz, Founder and CEO of Inkitt, on BBC The Five-Month-Old Storytelling App Galatea Is Already A Multimillion-Dollar Business Paulo Coelho tells readers: buy my book after you've read it – if you liked it

Czytaj pełne, nieocenzurowane książki w aplikacji Galatea

1

Streszczenie

Od autorki “Choose Me or Lose Me”.

Po Wojnach Wilków, wilkołaki i ludzie zgodzili się na niełatwy rozejm i podzielili świat między siebie. Wilkołaki zajęły lasy i równiny, a ludzie miasta i miasteczka. Ludzkość została podzielona na Robotników i Elity. Teraz brakuje żywności, a Robotnicy głodują. W ten sposób dwunastoletnia Ellie trafia głodna na terytorium wilkołaków. Czy wilkołaki są naprawdę przerażającymi bestiami, przed którymi ją ostrzegano, czy też Elity ukrywają prawdę?

Age Rating: 18+ (Tekst może zawierać: Gwałt i przemoc)

Autor oryginału: Michelle Torlot

Ellie

Siedziałam na przewróconym pniu drzewa, wpatrując się w dal. Słońce było nisko na niebie, powoli zachodziło, nadając wszystkiemu piękny blask.

– Co ty do cholery robisz, Ell?

Spojrzałam w górę, aby zobaczyć mojego starszego brata, Jacksona stojącego nade mną.

-Jesteś strasznie blisko granicy… znasz zasady – powiedział.

Przewróciłam oczami i wpatruję się w kierunku horyzontu.

-Nawet o tym nie myśl Ell. Ukarzą cię za to i będziesz na połowie racji żywnościowych przez miesiąc – ostrzegł Jackson.

Przewróciłam oczami -połowa z niczego to wciąż nic.

Jackson szturchnął mnie w ramię.

-Weź, wiem, że jesteś głodna – uśmiechnął się.

Spojrzałam na jego rękę. Moje usta otworzyły się szeroko w szoku. To był jakiś rodzaj przetworzonego jedzenia. Nigdy tego nie jedliśmy, cholera, nigdy nawet nie widziałam czegoś takiego wcześniej.

-Co…Co to jest? Skąd to masz – wydusiłam z siebie, kiedy patrzyłam na opakowanie w jego ręce.

Przełamał je na pół i podał mi jedną połówkę, drugą zjadając samemu.

-To się nazywa Cze-ko-la-da – zabrzmiało jego słowo. -A jeśli nie wiesz, nie możesz mieć kłopotów.

Szybko zaczęłam jeść, delektując się słodkim smakiem. To było takie dobre!

Chichotałam-a ty mi marudzisz, tylko dlatego, że zaglądam przez granicę.

Jackson potrząsnął głową.

-To co innego, jeśli strażnicy cię znajdą, zastrzelą cię na miejscu.

-Jeśli cię znajdą… – wskazał w kierunku horyzontu. -Cóż, Chrystus wie, co się z tobą stanie… jeśli plotki są prawdziwe – zakończył.

Potrząsnęłam głową i zacisnęłam wargi.

-Oni mają więcej jedzenia, niż wiedzą, co z nim zrobić, a my… nie mamy nic. Ich zwierzęta jedzą lepiej od nas.

Zmusiłam się do powstrzymania łez, które groziły upadkiem. Wdzięczna, że Jackson nie widział mojego cierpienia.

Jackson zaśmiał się. -Oni są zwierzętami, Ell.

Przewróciłam oczami, gdy przeżuwałam ostatnią przekąskę. Mój żołądek nadal czuł się pusty, ale tabliczka czekolady pomogła.

Jackson położył rękę na moim ramieniu.

-Chodź, wróćmy, zanim zostaniemy zauważeni. Musisz się przespać, wyrzucić te głupie pomysły z głowy.

Wstałam i pozwoliłam bratu zaprowadzić mnie z powrotem do obozu pracy.

Wstawaliśmy o świcie, rozbierając to, co zostało z miasta położonego najbliżej granicy. Potem wjeżdżały buldożery. Potem wybieraliśmy kamienie, zanim próbowano zaorać ziemię i posadzić.

To nie była prawdziwa ziemia uprawna. To były pozostałości po starym mieście, które było zbyt blisko granicy, aby mogło być zamieszkane. Poza tym, jedzenia było mało.

Jeśli była szansa, że uda im się wyhodować jakieś jedzenie, trzeba było z niej skorzystać.

Tak było przez całe moje życie i przez większość życia moich rodziców. Po wojnie ludzie dostali miasta i miasteczka. Wilkołaki dostały lasy i równiny.

Wystarczyło spojrzeć za granicę, żeby zobaczyć pasące się bydło, sady owocowe, pola pełne upraw.

Miasta były bardzo dobre, ale nie można było w nich uprawiać żywności. Jedyną przestrzenią były parki stworzone przez człowieka. Były one już wykorzystywane do uprawy żywności. Po prostu nie było jej wystarczająco dużo.

Jedynym powodem, dla którego ja i mój brat przeżyliśmy po śmierci naszych rodziców, były obozy pracy.

Pracowałeś dwanaście godzin, dostawałeś jeden posiłek. Jeśli można to było nazwać posiłkiem. Gulasz warzywny, który był bardziej wodą niż warzywami, i łóżko.

Jeśli przyłapano cię na kradzieży jedzenia, był to natychmiastowy wyrok śmierci. Przekraczanie granicy oznaczało to samo. Jeśli wilkołaki cię nie zabiły, robili to strażnicy.

Życie dla ludzi było piekłem. Przekroczenie granicy, kradzież jedzenia i przyniesienie go z powrotem musiało być warte ryzyka.

Jeśli nie znajdziemy sposobu na zdobycie większej ilości jedzenia, rasa ludzka umrze z głodu.

Strażnicy spojrzeli na nas podejrzliwie, gdy wracaliśmy do obozu. Po prostu trzymaliśmy głowy nisko. Po powrocie do baraku, gdzie znajdowały się łóżka, udaliśmy się na swoje prycze.

Większość rodzin spała razem. Jeśli byłeś sam, trafiałeś albo do mężczyzn, albo do kobiet. W zależności od płci. Myślę, że ja i Jackson mieliśmy szczęście, mieliśmy siebie nawzajem.

Położyłam się na pryczy, a Jackson usiadł na brzegu łóżka. Zawsze tak robił, dopóki nie zasnęłam.

-Myślisz, że oni wiedzą, że praktycznie umieramy z głodu – szepnęłam.

Jackson zmarszczył brwi -Kto?

Zawahałam się, zanim obniżyłam głos -Wilkołaki.

Jackson potrząsnął głową i skrzywił się.

-Po prostu odpuść, Ellie. Nie powinnaś nawet o nich mówić.

Westchnęłam i zamknęłam oczy.

Wiedziałam, że Jackson miał na uwadze tylko moje dobro, ale byłam przeklęta, jeśli miałam zamiar umrzeć z głodu, lub umrzeć na jakąś chorobę, ponieważ moje ciało nie było wystarczająco silne, aby ją zwalczyć.

Sen w końcu przyszedł, ale nie trwał długo. Obudził mnie gryzący ból w żołądku spowodowany brakiem jedzenia.

Wszyscy inni jeszcze spali, oprócz Jacksona, którego ku mojemu zdziwieniu nie było na swojej pryczy.

Pomyślałam o batoniku czekoladowym, którym dzieliliśmy się wcześniej. Czy on kradł jedzenie? Jak mógł być tak lekkomyślny. Potem moje myśli skierowały się ku granicy. Jeśli miałam to zrobić, musiało to być teraz.

Jackson by zrozumiał. W nocy było mniej strażników. Mogłabym prześlizgnąć się przez granicę i wrócić. Znaleźć kryjówkę na jedzenie. Wtedy ja i Jackson moglibyśmy się nim podzielić.

Desperackie czasy wymagały desperackich środków, a ja byłem zdesperowana. Wszyscy byli. Dosłownie umieraliśmy z głodu. Wątpiłam, że wszyscy, ale my byliśmy najniższą rasą ludzką.

Pracownikami fizycznymi niższego szczebla. Byliśmy jednorazowego użytku.

Przełożyłam nogi przez łóżko i szybko związałam moje długie ciemne włosy w kucyk. Następnie chwyciłam mały plecak spod łóżka, po czym wymknęłam się z blokowiska.

Moje ubrania były ciemne, więc mogłam ukryć się w cieniu. Byłam wdzięczna za kolor moich włosów, bo wtapiały się w ciemność. Drogę oświetlał mi tylko księżyc.

Planowałam to już od jakiegoś czasu. Wiedziałam dokładnie, gdzie będą strażnicy. Zawsze szli tą samą trasą, sprawdzając obwód i granicę.

Patrzyłam jak strażnik przechodzi na drugi koniec obozu i kieruje się w stronę granicy.

Pozostawałam w cieniu, dopóki strażnik graniczny nie skierował się do kolejnego punktu kontrolnego.

Na szczęście granica nie była ogrodzona. Był to tylko rząd pomalowanych głazów. Każdy wiedział, żeby nie przekraczać linii. Dziś wieczorem jednak zamierzałam zignorować zasady. Dziś wieczorem zamierzałam znaleźć jakieś jedzenie.

Przekroczenie granicy było łatwiejsze niż się spodziewałam. Strażnicy prawdopodobnie nie spodziewali się, że ktoś będzie próbował ją przekroczyć.

W końcu większość ludzi w blokowisku to dzieciaki, którym wmawiano to od najmłodszych lat.

Zasady, kary, ale przede wszystkim to, że wilkołaki to potwory, które żywią się mięsem niemowląt.

My wszyscy byliśmy sierotami. Rodziców zabiła gorączka, albo głód. Niektórzy zostali zabici przez strażników, tylko za to, że próbowali ukraść trochę dodatkowego jedzenia dla swoich dzieci.

Nasi zginęli z powodu gorączki. Tak wyglądało moje życie przez cztery lata. Pracowałam, aż prawie padłam z wycieńczenia. Jackson był starszy ode mnie, i silniejszy.

To był jego ostatni rok tutaj, potem zostanę sama. Jackson zostałby wysłany na szkolenie strażników, chyba, że by się zmył. Zastanawiałam się, czy jego nocne zniknięcia miały z tym coś wspólnego.

Nie zdawał sobie sprawy, że wiedziałam, że wychodzi w nocy, ale ja wiedziałam. Nie wiedziałam tylko, dokąd poszedł.

Ziemia po drugiej stronie linii granicznej była podobna do naszej, twarda glina, w którą trzeba było się wkopać. Domyśliłam się, że to była mieszanka z betonem.

Po przebyciu około stu jardów twarda glina zmieniła się w miękką, wtedy można było zobaczyć przebijające się rośliny. Głównie chwasty, ale potem pojawiła się bujna trawa.

Schyliłam się i przejechałam po niej palcami. Nigdy wcześniej nie czułam trawy. Widziałam zdjęcia, kiedy byłam mały, ale nie czułam jej, ani nie wąchałam. Miała swój własny zapach.

Nie mogłam się powstrzymać, ale uśmiechnęłam się do siebie. Mój ojciec, kiedy żył, zawsze nas pouczał. Mówił: -Trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie.

To znaczy, że powinniśmy być wdzięczni za to, co mamy. Prawda była taka, że trawa nie istniała tam, skąd pochodziliśmy.

Ruszyłam dalej w głąb terytorium wilkołaków. Trzymałam się nisko i tak cicho, jak tylko mogłam.

Jackson nie zdawał sobie sprawy, ale widziałam już te tak zwane potwory. W ostatnim budynku, który opuściliśmy, znalazłam książkę i lornetkę.

Schowałam lornetkę do kurtki i patrzyłam na książkę. Strażnicy nie znaleźli lornetki, ale tego samego dnia dostałam lanie za nieplanowaną przerwę w pracy.

To było tylko pięć minut, ale zasady to zasady. Gdyby znaleźli lornetkę, byłoby znacznie gorzej.

Użyłam jej kilka dni później, po pracy. Strażnicy byli w innym punkcie kontrolnym, ale było jeszcze jasno.

Wtedy ich zobaczyłam. Pracowali w polu. Nie różnili się od nas wyglądem, poza tym, że byli wyżsi, bardziej umięśnieni.

Dlaczego mieliśmy ich nienawidzić? Czy oni naprawdę różnili się od nas?

Wtedy postanowiłam, że przejdę na drugą stronę. Oni mieli mnóstwo jedzenia, my nie mieliśmy żadnego. Nie wyglądali jak potwory, przynajmniej nie z daleka.

Teraz oczywiście nie było po nich śladu. Każdy rozsądny człowiek, wilkołak czy człowiek, o tej porze byłby w łóżku.

Skierowałam się dalej w głąb ich terytorium, wtedy zobaczyłam coś w oddali. Budynek. Wyglądał jak stodoła. Znajdował się dość blisko zagrody, w której znajdowały się zwierzęta.

Szybko rozejrzałam się dookoła, po nikim nie było śladu, więc skierowałam się w stronę budynku.

Słusznie przypuszczałam, że to stodoła. Otworzyłam drzwi, wpuszczając do środka światło księżyca.

Niemalże wydałam z siebie okrzyk radości. Trafiłam w dziesiątkę. Były tam worki z owocami i warzywami. Była też skrzynka z czymś, co wyglądało jak czerstwy chleb. Chwyciłam jabłko i wgryzłam się w nie.

Nigdy wcześniej nie jadłam jabłka, ale widziałam zdjęcie. W środku było brązowe i miejscami miękkie. Smakowało dobrze.

Chwyciłam garść i włożyłam do plecaka, w przerwach między kończeniem jabłka, które zaczęłam. Potem chwyciłam trochę czerstwego chleba. Był twardy, nie miękki jak powinien być, ale nie był spleśniały.

Zjadłam trochę. Nie był tak smaczny jak jabłko, ale żebracy nie mogą być wybredni.

Warzywa wyglądały jak marchewki. Niektóre były małe, inne zniekształcone. Wgryzłam się w jedną. Całkiem niezłe. Włożyłam kilka do plecaka, który był już wypełniony po brzegi.

Zarzuciłam go na plecy, wzięłam jeszcze jedno jabłko i kawałek chleba, i ruszyłam w stronę drzwi.

Wtedy to usłyszałam. Skowyt, po którym nastąpił kolejny.

Biegiem, z sercem w gardle, ruszyłam z powrotem w stronę granicy.

 

Czytaj pełne, nieocenzurowane książki w aplikacji Galatea

2

Ellie

Biegłam ciężko, nie śmiąc oglądać się za siebie. Może normalni ludzie zamieniali się w nocy w potwory. Może żyły wśród normalnych ludzi. Do diabła, nie wiedziałam.

Zastanawiałam się, czy kontrolerzy, którzy uczyli nas zasad, w ogóle wiedzieli. Jeśli tak, to nie powiedzieli. Tylko tyle, żeby nas przestraszyć. Mówiąc o ciekawości, która jest pierwszym krokiem do piekła. To miał być mój koniec.

Gdy zbliżyłam się do granicy, zamarłam. Słyszałem strażników i krzyki. Oni też musieli słyszeć wycie. Gdybym teraz wróciła, już bym nie żyła. Gdybym tu została, byłabym martwa.

Głośny trzask wystrzału i ostry ból w ramieniu podjął za mnie decyzję. Zaciskając dłoń na ramieniu, uciekłam od granicy. Czułam, że po ramieniu spływa mi ciecz.

Byłam wdzięczna, że jedyne potwory, jakie widziałam, to maniacy z bronią w ręku. Zrobiłam jedyną rzecz, która przyszła mi do głowy, wróciłam na terytorium wilkołaków. Musiałam tylko znaleźć miejsce, gdzie mogłabym się przyczaić.

Szybko przeskanowałam horyzont. Za polami uprawnymi i stodołą był jakiś las. Tam ukryję się do rana.

Gdy byłam już na tyle daleko od granicy, by być poza zasięgiem kul, sprawdziłam swoje ramię. Nie wyglądało to najlepiej. Moja ręka niewiele zrobiła, by zatamować upływ krwi.

Zerwałam trochę materiału z kamizelki, którą miałam na sobie i owinęłam nim ramię. Zawiązałam ją tak mocno, jak tylko mogłam, próbując powstrzymać upływ krwi.

Gdy dotarłam na skraj lasu, zaczęło mi się kręcić w głowie.

Było niesamowicie cicho. Księżyc świecił jasno przez baldachim drzew, dając ziemi niesamowitą poświatę.

Usiadłam na ziemi i zsunęłam plecak. Opierając się o drzewo, zamknęłam na chwilę oczy.

Oczy otworzyły mi się, gdy usłyszałam trzask łamanej gałązki.

Przede mną stał mężczyzna. Kiedy mówię mężczyzna, to mam raczej na myśli olbrzyma.

Spojrzał na plecak, a potem na mnie. Jego oczy zwęziły się.

-Co ty tu robisz, człowieku?

Poczułam, że moje serce zaczyna przyspieszać, w ustach nagle zaschło.

-JA…JA… – jąkałam się.

Zrobił krok bliżej. Gdy to zrobił, jeszcze bardziej oparłam się o drzewo. Nie, żeby to pomogło, ale nie było mowy, żebym mogła biec. Moje nogi nagle poczuły się jak galareta.

-Jesteś ranna – stwierdził.

Spojrzałam w dół na swoje ramię. Prowizoryczny bandaż był już przesiąknięty krwią.

To było to. Albo wykrwawię się na śmierć, albo ten człowiek lub potwór przede mną zabije mnie.

Czy to był ten potwór, przed którym nas ostrzegali? Sposób w jaki zwracał się do mnie jak do człowieka sprawił, że pomyślałam, że jest wilkołakiem. Dlaczego nie wyglądał tak różnie od nas? Przyznaję, że był ogromny.

Nie tylko wysoki, ale i muskularny.

Miał jasne, kudłate włosy, które opadały mu do ramion i brodę w tym samym kolorze, która była starannie przycięta.

Patrzyłam w milczeniu, jak klęka obok mnie. Chwycił moje ramię, delikatnie, ale stanowczo i zaczął odwijać prowizoryczny bandaż.

Zmarszczył brwi, a potem spojrzał na mnie.

-To twoi ludzie cię postrzelili – wykrzyknął.

Przytaknąłem. Łzy napłynęły mi do oczu, gdy zdałam sobie sprawę, że już nigdy nie będę mogła wrócić. Nie, chyba że chciałabym umrzeć. Zamknęłam oczy. Nie chciałam uronić żadnej łzy.

Musiałam sprawiać wrażenie silnej, nawet jeśli taka nie byłam.

Zacisnęłam szczękę i wzięłam głęboki oddech.

Kiedy otworzyłam je ponownie, mężczyzna zdejmował swoją koszulkę.

-To może trochę zaboleć, szczeniaku – stwierdził.

Rozerwał koszulkę i zaczął wiązać moje ramię.

Próbowałam stłumić krzyk, który wyszedł jako skomlenie, kiedy związał prowizoryczny bandaż.

Jego wzrok wylądował na moim plecaku. Próbowałam go chwycić, ale on był zbyt szybki i wyrwał mi go.

Kiedy go otworzył, jego twarz wykrzywiła się w grymasie obrzydzenia.

-Dlaczego kradniesz zgniłe jedzenie – zapytał.

Zmarszczyłam brwi. -To lepsze niż to, co mamy.

Wpatrywał się we mnie i potrząsnął głową, gdy wstał, górując nade mną.

-Możesz stać – zapytał.

Przytaknęłam, opierając się o drzewo za mną. Kiedy już stałam, zdałam sobie sprawę, jak bardzo chwiejnie czułam się na nogach. Czy naprawdę straciłam tak dużo krwi?

Rzucił okiem na plecak i odrzucił go na bok. Potem zrobił krok w moją stronę. Zanim się zorientowałam, co robi, podniósł mnie jak małe dziecko. Usadowił mnie na swoim biodrze.

-Hej – krzyknęłam.

Myślałam o tym, żeby go uderzyć, ale potem pomyślałam o tym jeszcze raz.

-Jeśli pozwolę ci chodzić, nie uda nam się wrócić do świtu, a to ramię wymaga zbadania – warknął.

Westchnęłam. Nie mylił się, ale dokąd mnie zabrał, a co ważniejsze, co się stanie, gdy tam dotrę?

Oparłam dłoń na jego ramieniu. Czy to moja wyobraźnia, czy jego skóra była gorąca?

Uśmiechnął się.

-Temperatura naszego ciała jest naturalnie wyższa niż wasza. Przypuszczam, że twoi ludzcy przywódcy nie powiedzieli ci o tym, szczeniaku?

Potrząsnęłam głową -Nie powiedzieli nam wiele, poza tym, że jesteście potworami.

Spojrzał na mnie. Cholera, nie powinnam była tego mówić. Mógłby mnie pewnie złamać na pół nawet bez zastanowienia, a ja przecież byłam wrogiem.

Jego spojrzenie nieco złagodniało.

-Nie martw się, nie krzywdzimy szczeniąt, to nie leży w naszej naturze. Może powinnaś o tym pomyśleć, kiedy będziesz się zastanawiała, kim są potwory – skwitował.

Spuściłam wzrok.

-Przepraszam – mruknęłam.

Miał rację. Właśnie zostałam postrzelony przez swoich, a uratowana przez wroga. Uratowana na razie.

Uśmiechnął się, po czym delikatnie odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy.

-Jak masz na imię, szczeniaku?

-E…Ellie – jąkałam się.

-Cóż mała Ellie, lepiej trzymaj się mocno i zamknij oczy. Mam zamiar biec i to może sprawić, że poczujesz się chora, jeśli będziesz miała otwarte oczy.Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuję, jest to, że zwymiotujesz na moje plecy.

Położyłam ręce na jego ramionach i poczułam jego dłoń na moich plecach, trzymającą mnie w miejscu.

Zrobiłam tak, jak zasugerował i zamknęłam oczy. Bóg wie, co by zrobił, gdybym zwymiotował na niego.

Nie jestem pewna, jak szybko biegł, ale czułam wiatr pędzący przez moje włosy. Czułam też, jakby oddech został wyjęty z mojego ciała.

Biegł tylko około dziesięciu minut, kiedy się zatrzymał.

Usłyszałam, jak chichocze.

-Możesz teraz otworzyć oczy, szczeniaku.

Powoli otworzyłam oczy. Kiedy to zrobiłam, westchnęłam.

Nie było nas nigdzie w pobliżu miejsca, w którym byliśmy wcześniej. Rozejrzałem się dookoła, nie było śladu granicy. Zamiast tego przede mną wznosił się wielki dom.

Był masywny. Miał około trzech pięter. Wokół niego znajdowały się inne mniejsze budynki, ale nie było w nich ludzi ani wilkołaków. Wtedy zdałam sobie sprawę, że jest środek nocy.

Kiedy spojrzałam na jego twarz, jego oczy rozbłysły czernią. Jego normalny kolor oczu był inny. Syknęłam i napięłam się. Czy on teraz zamieni się w jakiegoś potwora?

Z twarzy odpłynął mi kolor, a serce jakby miało zaraz eksplodować z piersi.

Chwilę później jego oczy wróciły do normy.

Musiał zdać sobie sprawę z tego, co się stało, bo delikatnie pogłaskał mnie po plecach.

-Wszystko w porządku, nie panikuj.

Przygryzłam dolną wargę.

-T…Twoje oczy… – jąkałam się.

 

Czytaj pełne, nieocenzurowane książki w aplikacji Galatea

Uprowadzona przez partnera

Belle nawet nie wie, że zmiennokształtni istnieją. W samolocie do Paryża spotyka Alfa Graysona, który twierdzi, że należy do niego. Zaborczy Grayson oznacza Belle jako swoją i zabiera ją do apartamentu, gdzie próbuje desperacko walczyć z rodzącą się w niej namiętnością. Czy Belle ulegnie swoim pragnieniom, czy też będzie w stanie się opanować?

Rating wiekowy: 16+

Autor oryginału: Annie Whipple

Nadzieja umiera ostatnia

Lake miała doskonały plan: znaleźć partnera, ustatkować się, założyć rodzinę. Ale gdy ukochany zostawia ją dla kogoś innego, cały plan się sypie… wraz ze złamanym na dwoje sercem. Czy zdoła zachować wiarę w to, że Bogini ma dla niej coś jeszcze w zanadrzu? Coś może nawet lepszego od tego, o czym dotąd śniła.

Rating wiekowy: 16+

Autor oryginału: Karrie

Kontrakt na miłość

Xavier Knight zna dwie rzeczy, które na pewno podniecą dziewczynę: szybkie samochody i pieniądze. On ma jedno i drugie. Kiedy skandal zmusza go do zaaranżowanego małżeństwa z Angelą Carson, nikim bez grosza, zakłada, że jest ona poszukiwaczką złota – i przysięga ją za to ukarać. Ale pozory mylą, a czasem biegunowe przeciwieństwa nie są tak różne, jak się wydaje…

Age Rating: 18+

Mateo Santiago

Juniper jest wilkołakiem, który nie może się przemieniać. Kiedy jej ojciec, alfa, wyrzuca ją z jej własnego stada, staje się łotrzykiem na obcej ziemi. Ale wkrótce spotka innego alfę. Jeden, który zmieni jej życie na zawsze…

Rating: 18+

Autor: Katlego Moncho

Odrzucona przez partnera

Kilka dni po jej osiemnastych urodzinach, Aurora Craton odczuwa pociąg do partnera podczas pracy jako pokojówka na imprezie przywódców stada. Jej partnerem okazuje się być Alpha Wolfgang z Blood Moon Pack. Kiedy ten dowiaduje się, że jego towarzyszka jest tylko pokojówką, nie tylko nie zgadza się jej przyjąć, ale grozi, że jeśli odważy się komukolwiek powiedzieć, że jest jego partnerką, naznaczy ją jako łotrzycę. Aurora nie ma wyboru i musi pozostać w stadzie, skazana na samotność. Jednak musi być jakiś powód, dla którego Księżycowa Bogini połączyła ich razem…

Rating wiekowy: 16+

Autor oryginału: Natchan93

Ukarana przez Alfę

Po spędzeniu życia martwiąc się, że nigdy nie znajdzie swojego partnera, Alexia w końcu go spotyka – i jest jeszcze bardziej zaniepokojona! Alfa Rainier Stone z watahy Southridge jest zabójcą z reputacją brutala. Bierze to, czego chce – a teraz chce jej. Co gorsza, ona też go pragnie! Czy Alexia będzie w stanie uspokoić furię w sercu Rainiera? Czy będzie w stanie ocalić go przed nim samym?

Rating wiekowy: 18+

Autor oryginału: Lunababy

Milenijne Wilki

Sienna jest dziewiętnastoletnim wilkołakiem z sekretem: jest dziewicą. Jedyną dziewicą w stadzie. Jest zdeterminowana, by przetrwać tegoroczne Zamglenie bez ulegania pierwotnym żądzom, ale kiedy spotyka Aidena, alfę, zapomina o samokontroli.

Skradziona przez Alfę

Kiedy Mara zostaje porwana z chronionego stada Purity przez tajemniczego wilkołaka, Alfę Kadena, zostaje wciągnięta w niebezpieczny konflikt między zaciekłymi rywalami.

Ale kiedy Mara odkrywa złowieszcze tajemnice o rodzinie Kadena, może być jedyną osobą, która będzie w stanie złamać złą klątwę… Znajduje sojuszników i romans – tam, gdzie najmniej się tego spodziewa.

Rating wiekowy: 18+

Autor oryginału: Midika Crane

Wezwanie Alfy

Lyla jedzie na Zgromadzenie stada w sercu Mississippi z niewielką nadzieję na znalezienie partnera. W dzisiejszych czasach trudno o partnerów, poza tym szczerze mówiąc, Lyla byłaby szczęśliwa, zostając ze swoim ukochanym z dzieciństwa. Kiedy pod pełnią księżyca rozpoczyna się ceremonia godowa, Lyla podąża za przeraźliwym skowytem, który prowadzi do jej prawdziwego partnera – Sebastiana, królewskiego alfy. Czy Lyla zaakceptuje swoje przeznaczenie jako Królewska Luna, czy też zostanie z chłopcem z sąsiedztwa, który wciąż ma kawałek jej serca?

Rating wiekowy: 18+

Autor oryginału: Bianca Alejandra

Zaginiona księżniczka

Everly żyła w strachu przez całe życie, ale sprawy mają się jeszcze gorzej, gdy jej znęcająca się nad nią macocha sprzedaje ją w niewolę. Zmuszona do życia w brudnym, podziemnym świecie potworów spragnionych jej dziewiczej krwi, Everly czuje się beznadziejnie – to jest, dopóki nie udaje jej się uciec do Watahy Red Moon. Tam spotyka się twarzą w twarz z przystojnym Alfą Loganem, jej przeznaczonym partnerem. Ale jej starzy mistrzowie wpadają na jej trop. Czy jej nowa wataha będzie w stanie ich pokonać?

Rating wiekowy: 18+

Autor oryginału: Holly Prange