logo
GALATEA
(30.7K)
FREE – on the App Store

Lake miała doskonały plan: znaleźć partnera, ustatkować się, założyć rodzinę. Ale gdy ukochany zostawia ją dla kogoś innego, cały plan się sypie… wraz ze złamanym na dwoje sercem. Czy zdoła zachować wiarę w to, że Bogini ma dla niej coś jeszcze w zanadrzu? Coś może nawet lepszego od tego, o czym dotąd śniła.

Rating wiekowy: 16+

Autor oryginału: Karrie

 

 


 

Aplikacja została doceniona przez BBC, Forbes i The Guardian za bycie najgorętszą aplikacją dla wybuchowych nowych powieści.

Ali Albazaz, Founder and CEO of Inkitt, on BBC The Five-Month-Old Storytelling App Galatea Is Already A Multimillion-Dollar Business Paulo Coelho tells readers: buy my book after you've read it – if you liked it

Czytaj pełne, nieocenzurowane książki w aplikacji Galatea

1

Streszczenie

Lake miała doskonały plan: znaleźć partnera, ustatkować się, założyć rodzinę. Ale gdy ukochany zostawia ją dla kogoś innego, cały plan się sypie… wraz ze złamanym na dwoje sercem. Czy zdoła zachować wiarę w to, że Bogini ma dla niej coś jeszcze w zanadrzu? Coś może nawet lepszego od tego, o czym dotąd śniła.

Rating wiekowy: 16+

Autor oryginału: Karrie

Lake

Spojrzałam na dziewczynę w lustrze i nie rozpoznałam samej siebie.

Niegdyś jasne, szmaragdowe oczy dziś wyglądają na matowe i pozbawione życia. Na lewym policzku zaschnęła ślina, a nos zaczerwienił się od płaczu.

Rozerwana koszula nocna wisi w strzępach odkrywając posiniaczony brzuch i klatkę piersiową. Zaniedbane, tłuste włosy straciły blask.

Nagły przypływ bólu wymusił okrzyk cierpienia. Przewróciłam się, a uderzenie o ziemię odbiło się echem w całym ciele. Łzy zalały mi oczy i policzki, gdy czyjeś ramiona delikatnie przytuliły mnie do siebie.

Palce u nóg zgięły się tak mocno, że poczułam strzelanie kości. Wyjąc z bólu, skuliłam się w ramionach mojego bliźniaka Landona.

– Ona ją zabije! – doszedł do mnie stłumiony głos matki. – Moje dziecko…

Landon zacieśnił uścisk, a ja schowałam twarz w jego szyi. Poczułam, jak powoli zaczęły wysuwać się moje pazury i kły.

– Nie pozwól jej odejść, Landon. – rozkazał ojciec. – Lynne z nią walczy.

Lynne, mój wilk, tak desperacko pragnie wyłonić się i rozerwać na strzępy tę, która nam go odebrała.

Moja klatka piersiowa prawie pęka wraz z kolejną falą bólu. Przylgnęłam do koszulki Landona i przygryzłam do krwi dolną wargę.

Zacisnęłam oczy i napięłam każdy mięsień twarzy. Czułam wszystko, co robili.

I tak jak wiele nocy przed tą, ból znikł tak szybko, jak się pojawił.

Lynne oprzytomniała i natychmiast uciekła w tył mojego umysłu. Nie pozwoli, bym i ja musiała znosić jej cierpienie.

– Wszystko w porządku…- Landon odgarnął włosy z mojego czoła . Przyciągnęłam go bliżej, starając się, by nie wybuchnąć płaczem..

– Dlaczego on mi to zrobił? – spytałam załamującym się głosem, tępo gapiąc się na poplamione krwią kafelki w łazience. – Musisz to zatrzymać… – matka zwróciła się błagalnie do ojca. – To nie tak miało być.

Puszczam Landona i padam wiotka w jego ramionach, ale on i tak podtrzymał mój ciężar i nie pozwolił mi upaść.

– Nie obchodzi mnie, jak miało być. – odburknął – Lake potrzebuje nas w tej chwili. Tylko to się teraz liczy.

Po chwili przekonywania, w końcu pozwoliłam Landonowi postawić się na nogi i zaprowadzić do pokoju, podczas gdy rodzice zostali w łazience, żeby posprzątać bałagan.

– Lake… – Landon wzdychnął, widząc mój brzuch. Siniaki zrobiły się bardziej widoczne. Wiele z nich zmieniło już barwę z żółtej na niebieską lub ciemnofioletową

Brat pomógł mi zdjąć resztki koszuli nocnej i wręczył mi swój t-shirt. Dzięki Bogu, jego koszulka jest na tyle luźna, że nie podrażnia skaleczeń.

– Proszę… nie zostawiaj mnie samej… – wyszeptałam, gdy naciągnął na mnie koc. Milcząc, usiadł na podłodze obok.

Odwróciłam się na bok i zasnęłam przy nucącym cicho Landonie.

1: Kiedy wystarczy?

Wybiła trzecia w nocy. Chciałabym dalej płakać, ale czuję, że nie mam już więcej łez.

Za każdym razem, gdy odpływam w sen, widzę wyraz obrzydzenia na jego twarzy i słyszę niesmak w jego głosie. W mojej głowie ciągle widzę obrazy, co mogło być i co powinno było się stać, gdy się spotkaliśmy.

Już dawno byłabym naznaczona i z kimś zeswatana. Obecna Alfa i Luna powitałyby już mnie wraz z rodziną w domu watahy. Tam rozpoczęlibyśmy z moim partnerem wspólne nowe życie, ukończylibyśmy szkołę, a pewnego dnia i zostalibyśmy okrzyknięci nową Alfą i Luną. Ale co najważniejsze, byłabym szczęśliwa i bezpieczna.

Jęknęłam, czując pulsujący ból w klatce piersiowej. Nowymi powikłaniami po odrzuceniu były ciągły niepokój i ataki lękowe. Płytki oddech sprawił, że żebra prawie zapadły się pod ciężarem Lynne.

Problemy z oddechem. Kiedy je mamy, to nie tylko ludzkie ciało je ma, ale także ciało wilka. Lynne próbował rozkładać je na etapy tak, żeby było to łatwiejsze dla nas obydwojga, ale moje ciało wciąż odmawia. Z tego powodu mam już prawie trzy pęknięte żebra.

Wciąż czuję jego zapach w powietrzu, nawet jeśli nie ma go w pobliżu. Pachnie lasem i świeżym deszczem.

Księżycowa Bogini i jej Fatum przekazały mojej matce, że potrwa to jeszcze trochę, ale nie wiem, czy długo dam radę wytrzymywać ból takiego rodzaju.

W drodze do szkoły prawie zasnęłam. Mój wilk, który wczoraj wieczorem znów dał się we znaki, pozostawił po sobie piekące rany. Moja szyja boli, jakby miała się złożyć na pół. Jest dużo gorzej niż zwykle.

Dziś rano znowu nałożyłam tonę makijażu. Inaczej wyglądałabym jak szop z wścieklizną.

– Wiesz – Landon zaparkował samochód tam, gdzie zwykle – wciąż mógłbym skopać mu tyłek. – Silę się na uśmiech, chociaż czuję, że i tak wyszedł pokracznie i chłodno.

– Landon – westchnęłam. – Chcę tylko przejść przez ten proces i go skończyć. On może sobie robić, co chce, ja też będę mogła, gdy w końcu uda mi się wyspać przez dwie noce z rzędu.

Brat przewrócił oczami, ale parsknął cicho dostrzegając nieudaną próbę żartu. Widząc to, poczułam ulgę, jakby ktoś rozwiązał węzeł zawiązany parę godzin temu w mojej klatce piersiowej.

– Lake! – Z nikąd nagle pojawiła się Riley, podskoczyła i od razu objęła mnie ciasnym uściskiem.. Chcąc nie chcąc, uśmiech i tak wkradł mi się twarz. Szczególnie widząc zszokowaną twarz Landona. Riley rzuciła mu szybkie spojrzenie – No co? Przecież jest moją najlepszą przyjaciółką.

– Nigdy mnie jeszcze tak nie przywitałaś! – Od razu zgorzkniał. Przewróciłam oczami, gdy Riley cmoknęła go czule w policzek i wtuliła twarz w jego szyję. Uśmiech Landona jest bezcenny, ale nie mogę się powstrzymać, by nie myśleć o tym, co musi nadejść później.Czuję, że Lynne robi się niespokojny, gdy Landon i ja razem kierujemy się do sali chemicznej. Staram się go uciszyć, gdy przechodzimy za róg, ale natychmiast tego żałuję

Moje oczy powiększają się, gdy widzę GO, mojego obiecanego partnera ze swoją nową dziewczyną. Jego usta układają się w uśmiech, gdy ona obejmuje go rękami w pasie. Spojrzeli sobie nawzajem w oczy z czułością.

Czuję miażdżący ciężar gniewu Lynne i mojego smutku. Moje ciało pogrąża się w bólu, kiedy oni nachylili się do pocałunku. Zesztywniałam w momencie, gdy Landon zorientował się, co się dzieje. – Lake… Landon sięgnął po moją zimną dłoń, ale szybko się wyrwałam. Nie mogłam odciągnąć wzroku od zakochanej pary. – Musisz pozwolić mi sobie pomóc. Jest tu zbyt wielu ludzi. Pozwól mi odwieźć cię do domu, będziesz mogła wyjść pobiegać.

Nagle wściekłość, którą chętnie karmi mnie mój wilk, przyćmiewa mój smutek. Uśmiech mojego byłego znika po nawiązaniu ze mną kontaktu wzrokowego. Paznokcie wbiły się w paski plecaka, gdy poczułam na sobie wzrok też tej dziewuchy. – Och, hej, panno odrzucona – zachichotała.

Mój brat odburknął ostrzegawczo: – Delilah, uważaj. – Lynne zaczyna powoli pokonywać moje bariery. Nie pragnę już niczego innego niż rozerwać ją na strzępy i zrujnować wszelkie wspomnienia, jakie nasz wspólny partner może o niej mieć.

– Co? – Delilah parsknęła śmiechem i pocałowała swojego partnera w policzek. On i ja nie odwracamy od siebie nienawistnych spojrzeń. W jego zielonych oczach pojawia się coś, co wyrwaca mój żołądek – Wszyscy zastanawiają się nad tym samym. Czemu nie zwróciła się przeciwko wszystkim tutaj?

– Bo ona jest… – Nie daję mu szansy dokończyć myśli, upuszczam plecak i odbiegam w przeciwnym kierunku, z daleka od nich. Ludzie usuwają mi się z drogi, albo ja ich zmuszam. Można powiedzieć, że jestem na skraju utraty wszelkiego poczucia człowieczeństwa, jeśli zostanę tu chociaż chwilę dłużej.

Wybiegam przez drzwi główne do szkoły i pędzę w stronę lasu. Moje kły powiększają się, a pazury przybierają sobie odpowiednią formę. Nie jestem w swojej pełnej wilczej formie, ale wystarczającej, żeby oszaleć i wyrwać drzewo lub dwa.

A dziś jest pełnia księżyca. Moje ciało trzęsie się po walce o kontrolę, którą stoczyłam z Lynne. Zajęło mi to prawie całą drogę, by móc wrócić na terytorium. Kolejne dwie godziny, by zebrać się na odwagę i stanąć przed moją rodziną. Muszą się bardzo martwić.

Jestem sześć mil od domu. Cóż, potrzebowałam przestrzeni i świeżego powietrza. Wszędzie na terytorium nim pachni. Jego wilk jest następnym Alfą, więc pozostawia swój zapach w trakcie przeprowadzania rutynowych kontroli na granicach otaczających terytorium mojej watahy, Dark Moon.

Nawet sześć mil stąd czuję jego cudowny zapach. Do głowy niechciane witają wspomnienia sprzed paru godzin, obrazy Delilah trzymającej swoje oślizgłe ręce wokół jego talii. Smutek przeszywa ponownie moje serce.

Mocniej ściskam koszulę i spoglądam na Księżyc. Piękny Księżyc, który kochałam przez osiemnaście lat mojego życia.

Zawsze wychodziłam w nocy na zewnątrz i spoglądałam do góry. Matka zawsze beształa za zasypianie na dworze, karała nawet szlabanem na dzień lub dwa. Kiedy przeszłam swoją pierwszą zmianę, było to wszystkim, co mogłam zrobić. Spać na zewnątrz w trawie lub przy drzewie, w którym norę wykopał Lynne, aby izolować ciepło w zimie.

Mama przestała ze mną walczyć, gdy Lynne pojawił się w moim życiu. Głównie dlatego, że nie było co z tym zrobić, więc po prostu się poddała.

Westchnęłam i wbiłam wzrok w ziemię. Ból jest wszystkim, o czym mogę myśleć. Ból po stracie osoby mi przeznaczonej osoby, którą miałam się stać.

Łzy w końcu zaczynają spływać. Nie mogę ich dłużej powstrzymywać. Wszystkie emocje z ostatnich kilku tygodni nagromadziły się do punktu, że mogłabym zniszczyć pół lasu.

– Wiem, że mówiłeś, że to minie… – wyszeptałam na głos do siebie i podniosłam wzrok z powrotem na Księżyc. Dom naszej Bogini i jej Fatum. – Ale… Jak długo zamierzasz pozwalać, by to się działo??! – Sama słyszałam w swoich słowach gniew i żałość.

Złapałam się za lewy policzek. Płonął od zachodzącego słońca.

Gorąc na twarzy i szyi tylko się powiększał. Padłam na kolana krzycząc. Teraz piekła mnie już cała skóra. Było to uczucie takie, jakby ktoś naznaczył mnie gorącym żelazem.

Ból Lynne zalewa moje zmysły w tym samym momencie. Moja wściekłość, ból, smutek i czysta bezradność narastają w mojej głowie. Stawy sztywnieją, a ciało przeszywają nagłe fale ostrego bólu.

Więź małżeńska mnie karze. Dar Księżycowej Bogini mnie karze. Przeznaczenie mnie karze. Mój własny wilk mnie karze.

Kiedy już myślę, że dłużej nie wytrzymam, moje ciało się załamuje. Zaczynam się hiperwentylować, nie mogę złapać oddechu. Moje oczy zaczynają się przymykać.

Kiedy nie mogę już dłużej utrzymać ich otwartych, ciemna postać blokuje zasłania mnie przed padającym światłem księżyca.

 

Czytaj pełne, nieocenzurowane książki w aplikacji Galatea

2

Lake

Jak masz na imię? – Czuję jego ciepły dotyk na moim policzku. Drugą ręką dotyka mojej talii i przyciąga mnie blisko do siebie. Pochylam się nad nim i uśmiecham się.

Lake Mavris. – Ludzie zaczynają gromadzić się wokół nas i wpatrując się z podziwem.

On to zauważa i natychmiast odciąga rękę. – Nie ma mowy, żebym był w związku z córką Wojownika. Odrzucam cię jako moją partnerkę. Zejdź mi z oczu!

Otworzyłam oczy i ujrzałam brudny sufit. Zwisają z niego korzenie drzew i innych roślin, razem tworzą kokon aż do wejścia na drugim końcu pomieszczenia. Dochodzi do mnie zapach świeżo zabitego i ugotowanego jelenia.

Lynne jest niespokojny i gotowy do zdobycia pożywienia. Ostrożnie podnoszę się z posłania zlepionego z zaschniętego błota i martwych liści. Jestem ostrożna, staram się nie zrobić żadnego hałasu wychodząc w ten świeży zimowy poranek.

Przeszły mnie lekkie dreszcze z powodu panującego chłodu. Zaleta bycia wilkołakiem: stale przegrzewające się ciało i odporność na przeróżne warunki atmosferyczne.

Zerknęłam na sporą tuszę jelenia wirującą na szpikulcu nad paleniskiem w pniu wielkiego, dziuplastego dębu.

Coś się za mną poruszyło i podskoczyłam ze strachu. Odwróciłam się szybko i przyjęłam postawę obronną. Chłopak wyższy ode mnie o jakieś trzy cale stoi ze skrzyżowanymi rękoma i szeroko rozstawionymi stopami. Aura, którą roztacza jest definitywnie aurą Alfy.

– Dzień dobry i tobie, Moonlight. – Mężczyzna przewrócił oczami i parsknął śmiechem, widząc moją reakcję. – Przepraszam, jeśli cię zaskoczyłem. Nie spodziewałem się, że obudzisz się tak szybko.

Ubrany był w parę czarnych dżinsów i motocyklowe buty. Miał też na sobie starą zimową kurtkę ładnie przylegającą do jego umięśnionego ciała. Ciemnobrązowe włosy pasowały do jasnoniebieskich oczu.

– Po pierwsze, moje imię to nie Moonlight. – warknęłam przez zęby. – A po drugie, kim jesteś i co to za miejsce? – Moje ciało się spięło, gdy mężczyzna zrobił krok w moją stronę.

– Woah, tam. – Podniósł ręce do góry. – Nie ma potrzeby być wrogo nastawionym do faceta, który uratował cię przed kimś potencjalnie niebezpiecznym zeszłej nocy.

Spojrzałam na niego zdezorientowana i trochę się rozluźniłam. – Przed kimś niebezpiecznym?

– Oj tak – Zrobił wokół mnie koło i chwycił za kij. Usiadł na kłodzie przed dębem i szturchnął patykiem ogień. Nie spuszczam z niego oczu nawet na chwilę, ale zdecydowałam również przesunąć się bliżej ognia.

– Leżałaś nieprzytomna na klifie po wyrwaniu około dziesięciu drzew w dolinie. Naturalnie, widząc, że byłaś na części mojego terytorium, uznałem, że muszę sprawdzić, co do cholery myślałaś. Ale wtedy usłyszałem twoją pogadankę z Księżycem. Jakbyś znała go osobiście! Widziałem, jak krzyknęłaś, upadłaś na ziemię i zemdlałaś. Zanim jednak zdążyłem do ciebie dotrzeć, wokół krążyło już kilku szemranych typów. Szybko się z nimi rozprawiłem i przeniosłem cię do mojej jamy, tutaj.

Wskazał ręką obszar, gdzie siedzieliśmy. Dopiero teraz zauważyłam że był otoczony setkami krzaków, małymi drzewkami sterczącymi przy jamie i wielkim dębem w centrum. Przez korony drzew nie przedzierało się ani trochę śniegu.

Spojrzałam ponownie na typa, a potem przeniosłam wzrok na ogień. – Cóż… Dziękuję za pomoc. Przepraszam za moją reakcję, ale nie za mój refleks i obronę. Mój ojciec wychował mnie w poczuciu, że należy chronić się na nieznanym terytorium przed wszystkimi.

Zachichotał i spojrzał mi w twarz. – Rozumiem. Byłbym taki sam, gdyby obcy człowiek mnie uratował, dał mi swoje miejsce do spania, następnie poszedł na polowanie i ugotował mi jedzenie, żebym mógł się jak najszybciej poczuć lepiej.

– Kiedy mówisz to w taki sposób, brzmię jak suka. – Oburzyłam się. .

– Ja tylko się z tak tobą droczę – uśmiechnął się. – Wyglądasz jakbyś nie spała przez przynajmniej osiemdziesiąt cztery lata, a patrząc na ostatnią noc, zgaduję, że nie miałaś najlepszych kilku tygodni. Czym taki mały szczeniak jak ty ma się martwić?

Nagle wróciły do mnie obrazy z poprzedniej nocy i załapałam się szybko za pierś. – Po prostu… ja tylko…

Wrzucił kij do ognia i zwrócił się do mnie spokojnym głosem – Nie powinienem był pytać. Nie jestem osobą, która jest ci bliska. Wybacz mi.

Zaskoczyła mnie jego kultura. Pozwolił mi zabrać się za jedzenie jako pierwszej, mimo że jest Alfą, więc ma prawo do rozpoczęcia posiłku. Tłuszcze i dobre, krwiste mięso wystarczą, by zaspokoić głód mojego wilka.. Za to jestem wdzięczna.

Po kilku minutach spędzonych w ciszy i dłubania w kościach jelenia, zapytałam – Jak masz na imię?

Ciężko westchnął i na krótko zamknął oczy. Widocznie bił się z myślami, zanim spojrzał na mnie i wypalił – Nazywam się Jake.

Nie mogłam się powstrzymać i zapytałam – Ze State Farm? – Jake potrząsa głową i wybuchł śmiechem.

– Tak. Ze State Farm.

– A skąd jesteś?

Uśmiechnął się tajemniczo i odwrócił na chwilę wzrok – Znikąd.Nie zauważyłam kiedy minęła połowa wieczoru. Jake zabrał mnie na wycieczkę po swoim terytorium, pokazał mi kilka ulubionych miejsc do polowania i jezioro z najczystszą wodą.

– Czy mieszkasz tu zupełnie sam? – zapytałam. Złapaliśmy na krótko kontakt wzrokowy, a mi przyszło na myśl, że widzę z jego oczach cień samotności.

Jake chrząknął i spojrzał w dal za jeziorem – Tak. Odkąd pamiętam.

= A co z twoim stadem? – Podążam wzrokiem za jego spojrzeniem i wydaje mi się, że dostrzegam osobliwy kształt wyłaniający się zza liści.

– To chyba historia na inny wieczór.

– Dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiłeś. – Uśmiechnęłam się ciepło, gdy ten znowu nachylił się do ognia. Nie dowiedziałabym się od niego już niczego więcej i tak. Mogłam go nawet trochę zirytować, ale nie dał tego po sobie poznać. – Chyba powinnam uciekać. Moi rodzice pewnie się martwią.

Czuję między nami jakiegoś rodzaju porozumienie.

– Jesteś mile widziana z powrotem w każdej chwili, Moonlight. – Jake wstał i wyciągnął rękę. – Jeśli kiedykolwiek będziesz miała jakieś kłopoty, zawsze możesz tu przyjść.

Niechętnie pożegnałam się z nim kilka minut później na granicy jego terytorium.

– Idź prosto, aż zobaczysz gigantyczną rzekę, następnie zejdź za nią w dół i w końcu trafisz tam, gdzie chcesz iść.

Skinął do mnie głową, gdy ja rzuciłam się w bieg. Adrenalina wypełniła mi żyły, poczułam łamanie w kościach. Wyskakuję z dużej, dębowej kłody i ląduję już na czworakach.

Lynne się podekscytował z powodu wolności. Skacze, cieszy się, gdy zimowy wiatr przeszywa jej futro. Mimo podniecenia pamięta o tym, by nie zbaczać ze ścieżki prowadzącej do rzeki, o której mówił Jake.

Wilk nie spieszy się, pragnie nacieszyć się świeżymi źródlanymi wodami, po czym radośnie kłusuje z wysoko uniesioną głową i ogonem. Tak jak prawdziwa Luna by się zachowała na nieznanym terytorium.

Dotarcie do terytorium watahy nie zajęło nam długo. Lynne od razu zostaje osaczony przez wojowników i strażników ze stada nadzorowanego przez mojego ojca. Wśród nich odznaczają się wielkie białe wilki Landona i Rileya.

– Lake! – Zirytowany głos mojego ojca dochodzi do moich uszu. – Cholernie się o ciebie martwiliśmy!

Lynne pokłonił się mojemu ojcu w oznaku szacunku. Jego uszy odchyliły się do tyłu, a ogon płasko uplasował się na ziemi. To tylko jego wilczy sposób na przeprosiny, w końcu to przez niego wybiegłam poza terytorium.

– Jezioro Mavris. – Miękko wypowiedział Alfa. Wszyscy zamarli i pokłonili się się z szacunkiem przywódcy. Każdy, niezależnie od formy wilczej czy ludzkiej.

– Obiło mi się o uszy, że zgotowałaś niepokojącą noc dla wszystkich obecnych.

W głowie natychmiast pojawił się widok mojego byłego partnera stojącego obok swojego ojca. Jego zapach wypełnia mi nos. Niestety, mój węch jest o niebo bardziej rozwinięty, gdy jestem w formie Lynne.

Lynne nie może sobie wytrzymać jego wzroku i zmusza się do bolesnej zmiany. Sykam cicho z bólu w trakcie przemiany.

Zaczerwieniłam się z zażenowania, gdy ojciec narzucił płaszcz na mojego nagie, ludzkie ciało. Wszystkie obecne tu niezeswatane samce wilków nadstawiają uszu i rzucają mi ciekawe spojrzenia. Większość gapi się jednak na moją szyję, a nie na resztę ciała.

– Gdzie się podziewałaś? – Alfa nie spuszczał ze mnie wzroku nieporuszony tym, co właśnie się wydarzyło. – Z pewnością miałaś dobry powód, aby opuścić terytorium watahy.

Położyłam głowę na ziemi w szacunku. – Pewna sprawa doprowadziła mojego wilka do stanu niepokoju, Alfo. Musiałam odejść, żeby inni uczniowie nie zobaczyli mojej przemiany.

– Ale z pewnością mogłaś wrócić przed zmrokiem. – Alfa zrobił krok w moją stronę. Położył rękę na moim podbródku i zmusił mnie do podniesienia na niego swoich oczu. – Moje dziecko, co cię trapi?.

Wilki wokół nas poruszyły się niepewnie. Mój były partner chrząknął widocznie zestresowany. Oczywiście, że alfa nie został poinformowany o sytuacji, która miała miejsce między jego synem a mną.

– Lynne z niepokojem czeka na przybycie swojego partnera, Alfo. – Z trudem wycedziłam swoje słowa, jakby były blokami metalu wbitymi w gardło. – Widok wszystkich innych z ich partnerami sprawił, że stał się niekontrolowanie zazdrosny i niesprawiedliwy.

– Rozumiem, cóż – Alfa poklepał mnie po ramieniu i odchrząknął. – Twój partner też się wkrótce wyłoni. Niedawno skończyłaś osiemnaście lat, więc to tylko kwestia czasu.

Nie mogę się powstrzymać, żeby nie spojrzeć na mojego byłego partnera. Miał napięty wyraz twarzy, z wargami zaciśniętymi w cienkiej linii i odznaczającymi się kośćmi szczęki. Jego uderzające zielone oczy sugerowały burzliwą wymianę myśli.

– Lake… – Landon pojawił się tuż za mną i odepchnął mnie od tłumu. Skierowaliśmy się za pobliską szopę, gdzie wojownicy zwykle odstawiali zaopatrzenie do treningu.

– Dziękuję. – Wyszeptałam, gdy odeszliśmy z dala od wzroku gapiów. Bicie mojego serca przyspieszyło, co utrudniło mi złapanie oddechu. – Pozwól mi zobaczyć twoją szyję. – Landon zsunął fragment płaszcza, który założył mi ojciec. Zachmurzył się i widocznie spiął. – Wiedziałem.

Zaklął pod nosem i kopnął kamień leżący koło jego nogi. Moje myśli zaczęły galopować przez niepokój, który wywołały jego słowa. – Landon, co to jest?- zapytałam. Zignorował mnie i ponownie zaklął zirytowany.

– Nic takiego – wreszcie odpowiedział. – Chodźmy się umyć.

Po kilku godzinach znowu mogłam leżeć na swoim miękkim materacu. Otoczyłam się szczelnie kołdrami i poduszkami, żeby nie pozwolić uciec ciepłu. I po raz pierwszy od dawna zasnęłam spokojnym snem. Budzik zabrzęczał wyrywając mnie z błogiego odpoczynku. Po wyłączeniu, wstałam i się przeciągnęłam. Czuję, że Lynne, mimo zaspania, ma się lepiej niż wczoraj czy przedwczoraj. Zapaliłam światło i głęboko ziewnęłam. Potrzebowałam chwili, żeby przyzwyczaić wzrok do jasności. Wtedy to zobaczyłam. Po lewej stronie mojej szyi, widniało coś, co nigdy nie myślałam, że znajdzie się na moim ciele. Na posiniaczonej szyi odznaczały się ciemne żyły, przy nich ślady po kłach i zaschnięta krew. Skóra wokół nie goiła się tak jak zwykle, a w oczy rzucały się podrażnienia w postaci czerwonych pierścieni. Z rany wypływała biała ropa.

Znak Zdrady.

 

Czytaj pełne, nieocenzurowane książki w aplikacji Galatea

Skradziona przez Alfę

Kiedy Mara zostaje porwana z chronionego stada Purity przez tajemniczego wilkołaka, Alfę Kadena, zostaje wciągnięta w niebezpieczny konflikt między zaciekłymi rywalami.

Ale kiedy Mara odkrywa złowieszcze tajemnice o rodzinie Kadena, może być jedyną osobą, która będzie w stanie złamać złą klątwę… Znajduje sojuszników i romans – tam, gdzie najmniej się tego spodziewa.

Rating wiekowy: 18+

Autor oryginału: Midika Crane

Dla Ciebie wszystko

Trinity gra w piłkę zawodowo, ale to nie znaczy, że zawsze jest jej łatwo. Po ciężkim dniu w biurze, poznaje w barze Stephena Gottiego: dżentelmena i niezaspokojonego w łóżku mężczyznę. Szybko się w sobie zakochują, ale Stephen skrywa wielki sekret. Czy to odstraszy Trinity?

Rating wiekowy: 18+

Autor oryginału: Luci Fer

Colt

Summer może i jest żoną przystojnego biznesmena, ale wie o nim coś, o czym inni nie mają nawet pojęcia.. Kiedy jej brat dowiaduje się, przez co przeszła, upewnia się, że jego klub motocyklowy ją chroni. Tylko że Summer nie chce mieć nic wspólnego z klubem… dopóki nie spotka Diabła i nie zrozumie, że nie ma nic lepszego niż zły chłopak, który rozpali jej serce.

Rating wiekowy: 18+

Autor oryginału: Simone Elise

Mateo Santiago

Juniper jest wilkołakiem, który nie może się przemieniać. Kiedy jej ojciec, alfa, wyrzuca ją z jej własnego stada, staje się łotrzykiem na obcej ziemi. Ale wkrótce spotka innego alfę. Jeden, który zmieni jej życie na zawsze…

Rating: 18+

Autor: Katlego Moncho

Zaginiona księżniczka

Everly żyła w strachu przez całe życie, ale sprawy mają się jeszcze gorzej, gdy jej znęcająca się nad nią macocha sprzedaje ją w niewolę. Zmuszona do życia w brudnym, podziemnym świecie potworów spragnionych jej dziewiczej krwi, Everly czuje się beznadziejnie – to jest, dopóki nie udaje jej się uciec do Watahy Red Moon. Tam spotyka się twarzą w twarz z przystojnym Alfą Loganem, jej przeznaczonym partnerem. Ale jej starzy mistrzowie wpadają na jej trop. Czy jej nowa wataha będzie w stanie ich pokonać?

Rating wiekowy: 18+

Autor oryginału: Holly Prange

Uprowadzona przez partnera

Belle nawet nie wie, że zmiennokształtni istnieją. W samolocie do Paryża spotyka Alfa Graysona, który twierdzi, że należy do niego. Zaborczy Grayson oznacza Belle jako swoją i zabiera ją do apartamentu, gdzie próbuje desperacko walczyć z rodzącą się w niej namiętnością. Czy Belle ulegnie swoim pragnieniom, czy też będzie w stanie się opanować?

Rating wiekowy: 16+

Autor oryginału: Annie Whipple

Gideon

200-letni Gideon, doradca lykanskiej rodziny królewskiej, szukał swojej erasthai dłużej niż żyje większość ludzi. Chociaż już dawno się poddał, to jednak dziś w nocy poczuł zapach czegoś niebiańskiego… Podąża za nim do swojego łóżka i odkrywa, że ktoś już tam jest…

22-letnia Layla, człowiek w rodzinie wilkołaków, przez całe życie starała się być niezależna. Ale po zastąpieniu w pracy chorego współpracownika, trafia do domu, który pachnie na tyle ładnie, że zachęca ją do tego, by wkraść się do łóżka właściciela… nago…

Rating wiekowy: 18+

Autor: Nicole Riddley

Królowa Wojowników

Ariel to dwudziestoletnia wilkołaczka, która marzy, aby stać się wojowniczką stada. Przynajmniej tak było do czasu, gdy dwa lata temu została porwana przez łowców i wykorzystana jako obiekt straszliwych eksperymentów. Z pomocą Księżycowej Bogini Ariel w końcu odzyskuje wolność. Ale znalezienie partnera i kontynuowanie życia tam, gdzie skończyła, może być jeszcze trudniejsze, niż sobie wyobrażała.

Age Rating: 18+

Autor oryginału: Danni D

Zniszczę Cię, szefie!

Cece Fells należy do grona najbardziej utalentowanych młodych cukierników w Londynie. To znaczy, dopóki właściciel lokalu – miliarder Brenton Maslow, nie postanowi go zburzyć, aby postawić cholerny parking! Teraz przed niezadowoloną mistrzynią babeczek jawi się misja – zniszczyć nieznośnie atrakcyjnego prezesa Maslow Enterprises – zanim się w nim zakocha.

Sugerowany wiek: 18+

Autor oryginału: Kimi L Davis

Szmaragdowe oczy

Ava Darling może i jest kujonem, ale nie może się doczekać, kiedy opuści liceum. Kiedy trafia na dobry dzień jej koledzy tylko ją ignorują, zazwyczaj jednak złośliwie jej dokuczają. Na szczęście został jeszcze tylko jeden rok. Potem będzie mogła przenieść się na uniwersytet i zacząć wszystko od nowa. Niestety, okrutny los sprawia, że Ava znajduje się na celowniku szkolnego łobuza Huntera Blacka, który przychodzi do niej z dziwną propozycją. Te dwie osoby nie mogłyby się bardziej różnić, ale jeśli się połączą, może się okazać, że potajemnie – bardzo potajemnie – mają ze sobą więcej wspólnego, niż im się wydaje!

Rating wiekowy: 16+

Autor oryginału: Sir Ellious